• Wpisów:28
  • Średnio co: 75 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:39
  • Licznik odwiedzin:23 465 / 2197 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
3 rozdziały są ... ZAPRASZAM http://invisibleliar.blogspot.com/
nie chcę czegoś takiego, że ' jak będzie 10 komentarzy to bd nowy rozdział' bo dla mnie to jest głupie i nie chcę być taka, ale wiecie, że jak nie będzie chociaż jedego komentarza to rozdziału nie będzie ? Nie dlatego, żeby was szantażować, ale ja nawet nie wiem czy ktoś to czyta i nie chce mi się po prostu pisać. Nawet kliknijcie i zaznaczcie reakcje, chociaż to , albo zwykła '' w komentarzu ...
no, zapraszam <3
Xx
 

 
OKEJ MIŚKI. NIE MAM POMYSŁU NA KONTYNUACJĘ. ALE OBIECUJĘ, ŻE KIEDYŚ ONA NASTĄPI ; ) A teraz zapraszam Was na mojego nowego bloga http://invisibleliar.blogspot.com/ : ) Wygląd i wszystko jest jeszcze w przygotowaniu, więc nie będize taki brzydki jak teraz hahahah albo będzie jeszcze brzydszy ... xd DOBRA ale mam prośbę, zotawiajcie tam po sobie KOMENTARZE okej ? Możecie pisać z anonima i nawet nie musicie mieć tam konta, więc chyba okej , co nie ? Wiecie , jak je lubie marcheweczki wy moje :3 Nie no kocham Was po prostu. Przeczytają to pewnie dwie osoby ale co tam xd I jeśli Wam się spodoba to może polecicie mojego bloga komuś ? :3 ALE DOPIERO JEŚLI WAM SIĘ SPODOBA, OK ? No dobra, ja żegnam i idę pisać rozdziały. Jakby co kontakt ze mną na tym blogu w kom lub na priv, na tamtym nowym blogu lub chyba najlepiej TWITTER jeśli macie : ) twitter.com/#!/megblood1D
 

 
PRZEPRASZAM WAS BAAAARDZOOO, że mnie tyle nie było ... hmm.. całe wakacje ... Jeśli jeszcze ktoś tu wchodzi to chchiałam poinformować, że mogą niedługo zacząć pojawiać się rozdziały. Mogą bo nie jestem pewna czy wpadnę na jakieś pomyły, ale postaram się dla Was. Nie było mnie bo :
1. Czerwiec - NAUKUA, NAUKA, NAUKA ale miałam spokojnie pasek jak się okazało, co nie wiem czemu liczy się dla moich rodziców
2. Lipiec - dwa tygodnie byłam u kuzynek na drugim końcu Polski i nie miałam zbytnio dostępu do internetu. A jak wróciłam PRZYSIĘGAM że próbowałam coś napisać, ale za każdym razem gdy zaczynałam po prostu pustka. Nic.
3. Sierpień - No i znowu wyjazd dwa tygodnie tym razem nad morze , wróciłam 18.08 i od tego czasu staram się coś wymyśleć i znowu nic ...
Ale stwierdziłam że przydałoby się jakieś wytłumaczenie dlaczego mnie nie ma, żeby nie było że umarłam z głodu czy z odherbacenia się, no a więc macie ... trochę chyba za późno , co ? Ale lepiej teraz niż wcale, prawda ?
Dobra, to ja idę pożuć sobie liście mięty i może to mi coś da i pomoże w pisaniu .. nie wiem. Ale się postaram, mam nadzieję że ktoś jeszcze o mnie pamięta ... jeśli tak to żebym wiedziała czy ktoś w ogóle jescze CHCE te rozdziały zostaw komentarz. chciałabym wiedzieć czy mam publikować te rozdziały czy pisać i zostawić je tylko dla siebie. A więc proszę, jeśli będziesz czytała/czytał = komentarz lub jak chcesz to kliknij 'lubie to!'
  • awatar Meg♥: @... I miss you dude ... ♥: @sylwankaa.: dziękuję wam <3 postaram się coś napisać, ale nie wiem co z tego wyjdzie .. na razie pustka : (
  • awatar hug my ♥: no ja czekam , i czekam i nie zamomniałam. pisz ! <3
  • awatar sylwankaa.: ja o Tobie pamiętam :* z chęcią poczytam następne rozdziały ;) trzymam kciuki,abyś miała całą głowę pomysłów <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Pytanie czy zadanie ?
- Zadanie.
- Okey, a wię idź do pokoju obok i spytaj czy mają pożyczyć 5 kg surowej wieprzowiny.
- Harry, jestem wegetarianką. Nie każ mi tego robić.
- Wybrałaś zadanie, dasz sobie radę. - chłopak całuje mnie w czoło. Wychodzę z pokoju i podchodzę do drzwi obok. Pukam dosyć głosno, po czym otwiera mi niski chłopak. Mój wzrok najpierw kieruje się na jego skarpetki z napisem ‘I love One Direction’, a dopiero później na koszulkę ze zdjęciem mojego ukochanego Hazzy na którym wielką czcionką napisane jest ‘ Harry Styles, marry me’. Próbuję nie wybuchnąć śmiechem i skupiam uwagę na moim zadaniu.
- Cześć Ed, masz pożyczyć 5 kg surowej wieprzowiny ?
- Kurcze też potrzebuję. Jak znajdziesz u kogoś daj znać, okey ? - mówi zachrypniętym głosem i zamyka drzwi. Zanim odchodzę słyszę jak nuci zwrotkę piosenki ‘I want’.
- I co masz ?
- I want, i want, i want but that’s crazy - śpiewam mu w odpowiedzi.
- Widzę że się rozkręciłaś, a ja muszę już lecieć bo chłopcy zaczną się martwić.
- Oj, ale lepiej nałóż kaptur i okulary bo jak Ed cię zobaczy to oszaleje.
- Ten spod 112 ?
- Taaak, nie chciałbyś widzieć jego koszulki. Choć całkiem ładnie wyszedłeś na tamtym zdjęciu.
- Jest aż tak źle ? - śmieje się Harry.
- O taak. - odpowiadam rzucając się na niego. - Powiemy jutro chłopakom, co nie ?
- Chyba nie ma wyjścia. - całuje mnie namiętnie na pożegnanie. - Miej telefon przy sobie. Kocham Cię. - te dwa magiczne słowa sprawiają, że znów mam nogi jak zwaty. Zapadam w trans patrząc się w jego zielone oczy.
- Ziemia do Meg, jesteś tam ?
-AA, tak ja Ciebie też kocham.
- Głuptasie, jesteś taka słodka. - całuje mnie i znika za drzwiami. Biorę telefon do ręki i piszę mu SMS-a
‘ I MISS YOU <3 Xx’
Naciskam wyślij i czekekając na odpowiedź i czując słodki posmak miłości odpływam w słodki sen.
• • •
Nie mogąc zdecydować co na siebie włożyć, po pół godzinie wybieram jeansowe szorty i czerwony top. Wychodzę z pokoju i dzwonię po Louisa. Chłopak przyjeżdża po diesięciu minutach.
- I jak się spało słońce ? - pyta radośnie otwierając przede mną drzwi samochodu.
- Wyśmienicie. Wydaje mi się nawet, że śniły mi się marchewki - odpowiadam z uśmiechem.
- To z pewnością była wspaniała noc.
W porównaniu z wieczorem to było nic, mówię w myślach i uśmiecham się do siebie.
- Aaa... jak sprawa z Harrym ?
- Wiesz, że mój sąsiad ma skarpetni z One Direction ? - zmieniam temat.
- Kiedyś mu zrobimy kawał, zobaczysz - Louis ze smutkiem w oczach również udaje, że pytania o Hazzie wogóle nie było. Resztę drogi jedziemy w ciszy. Jak wchodzimy do domu od razu słychać krzyki roześmianych chłopaków. Pierwszą osobą, którą dostrzegam jest roześmiana Alice uciekająca przed Niallem, który ją goni po czym wybiegają na dwór i razem wpadają do basenu.
- Kto przyszedł ? - pyta Harry z góry. Tak bardzo pragnę mu odpowiedzieć, ale nie mogę.
- To ja kociaczku. Przywiozłem Megan. - krzyczy Louis i natychmiast niesie się echo kroków.
Harry podbiega do mnie i cełuje mnie delikatnie w policzek. Co ten wariat wyprawia ? Lou wydaje się być kompletnie zdezorientowany tak jak ja.
- Ekhem ... Harry chyba o czymś zapomniałeś ... - mówię cicho.
- O jezu ... - chłopak zaczyna się śmiać z własnej głupoty, a ja przyłączam się do niego.
- Możecie mi powiedzieć o co tu do cholery chodzi ? - pyta nieśmiało Louis.
- Ee... a więc my ... jesteśmy ze sobą - mówię patrząc mu prosto w oczy.
- A co z tą wczorajszą kłótnią ? Wyzywaliście siebie jakbyście mieli się pozabijać !
- No bo ... to było udawane. - odpowiada Harry. Nie wiem czego można się spodziewać po Louisie. Obawiam się krzyków lub wielkiego focha, ale ku mojemu zdumieni chłopak zaczyna skakać po całym mieszkaniu wydając przy tym bardzo dziwne okrzyki radości.
- No i komu to zawdzięczacie ? LOUIS PO RAZ KOLEJNY JEST MISTRZEM ! WIEDZIAŁEM, ŻE SIĘ UDA !
- I nie jesteś zły ? - pytam z uśmiechem.
- Jak mogę być zły gołąbeczki ? - odpowiada, a ja podchodzę do niego i całuję go w policzek. - No to teraz możecie się pocałować.
Hary podchodzi do mnie składa namiętny pocałunek na moich ustach.
- Cały miesiąc na to czekałem ! - we trójkę dostejemy głupawki i idziemy oznajmić wesołą nowinę reszcie. Gdybyście widzieli ich miny kiedy wchodzimy do ogrodu i Harry łapie mnie mnie za rękę.
_____________________________________
Okey, rozdział miał być wczoraj za co OGROMNIE Was przepraszam, ale byłam masakrycznie chora i nie miałam nawet siły go napisać. Nie mam tak jakoś ostatnio weny ... Jak się podoba, proszę o komentarz : )
Meg Xx
  • awatar Misiaaaa: kiedy następny rozdział ??<3
  • awatar Porszaczek;*: Kiedy kolejny rozdział bo już mnie ciekawość zżera :)
  • awatar Meg♥: @gość: dziękuję, możesz się podpisywać następnym razem żebym wiedziała jak się do Ciebie zwraać i jeszcze raz dziękuję <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Okej, więc zaczęłam pisać drugie opowiadanie ( nie będzie o One Direction od razu przedzam ), ale oczywiście te nadal będę pisała ♥ A więc zachęcam do wchodzenia i komentowania : )
Opowiadanie - http://ninaofficial.pinger.pl/

 

 
Czemu nigdy nic nie idzie po mojej myśli ? To miałbyć taki piękny wieczór. Taki piękny wieczór sędzony z Harrym. Zadziwia mnie to jak jeden telefon może wszystko zmienić. A mianowicie zadzwonili do mnie przemili panowie z policji i powiedzieli, że mam być bardzo ostrożna, gdyż niejaki Daniel Nelson w więzieniu mówi przez sen, że mnie dopadnie i jeśli do niego nie wrócę to mogę pożegnać się z życiem. Czy już dodałam, że prawdopodobnie ma jakiegoś wspólnika ? Nie ? O, to teraz już wiecie …
Trzęsąc się otwieram ostrożnie drzwi, w których zastaję uśmiechniętego chłopaka trzymającego w ręku pudełko pizzy. On jeszcze nie wie. Jego uśmiech natychmiast znika gdy widzi moją zapłakaną twarz. Znowu. Wchodzi powili do pokoju, kładzie jedzenie na stole i łapie delikatnie moją twrz w swoje chłodne dłonie.
- Co się stało słońce ? - pyta ciepłym głosem Hazza. Jest mi strasznie głupio. Znowu zrzucam na niego wszystkie moje problemy. Czym on sobie na to zasłużył ? Opowiadam mu o Danielu. Jego wzrok jest pełen współczucia.
- Byłam taka głupia Harry. Po co ja się z nim zadawałam ? Byłam kompletnie zaślepiona, a teraz ... - mówię dławiąc się słonymi łzami. Odchodzę od chłopaka i rzucam się na łóżko po czym przyciskam do siebie poduszkę. Harry powoli podchodzi i kładzie się na przeciw mnie. Dłonią odgarnia włosy z mojej wilgotnej twarzy.
- Nie byłaś głupia, proszę nie mów tak. To on był i nadal jest idiotą, bo skrzywdził tak wspaniałą dziewczynę jaką jesteś. - szepcze mi do ucha, a ja po raz kolejny wybucham szlochem. Jak to dobrze jest mieć przy sobie osobę, która bez względu na to co zrobisz i jaka jesteś jest przy tobie. Pocieszy Cię, przytuli i da odwagi. Wtulam się w jego silne ramiona i próbuję się uspokoić. Przerywa nam dżwięk SMS-a.
‘ Słonko wiemy, że to zabrzmi dziwnie, ale wspólnik złapany : ) Możesz być spokojna, kochamy Cię - rodzice x’
Zanim Harry pyta od kogo przyszła wiadomość ja upuszczam telefon na podłogę i kryczę ‘ Jakim cudem do cholery jasnej ?! ’. Loczek podchodzi i ostrożnie podnosi komórkę.
- Wiesz co ? Nie wiem jak to możliwe, ale nie będę o tym myślała. To miałabyć wspaniła noc i nie będę Ci jej psuła. - mówię odważnie.
- Ale ... jesteś pewna ? Kocie, ty mi żadnej chwili niegdy nie zepsujesz.
- Pewna w stu procentach. Wolę się teraz nie smucić bo ... - przerywam gdyż zostaje rzucona na łóżko po czym czuje jak palce Hazzy delikatnie łaskoczą mnie po brzuchu sprawiając, że nie mogę wytrzymać i wybucham śmiechem. Choć nadal jestem lekko zdołowana z przyjemnością wsłuchuję się jak echo naszych radosnych głosów niesie się po pokoju.

- Harry. Ja nie chcę się rozstawać ... za dwa dni zaczynam szkołę, ty pewnie pojedziesz na jakąś trasę ... nie wyobrażam sobie spędzić dni bez Ciebie.
Chłopak całuje mnie delikatnie w usta i przytula, dając mi do zrozumienia, że on nigdzie mnie nie zostawi.
- Jeśli będzie trasa, wezmę Cię ze sobą. Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim ?
- Powiesz mi w końcu na jaki kierunek studiów poszłaś ? - pyta, a ja nie odpowiadam. Nie chciałam by oni wiedzieli, ale chyba nie mam wyjścia. I tak kiedyś wszystko wyjdzie na jaw.
- Muzyka - mówię cicho.
- Czemu nie chciałaś powiedzieć ? - Harry siada na przeciw i łapie mnie za ręce.
- Sama nie wiem ... wy precież tak doskonale śpiewacie, a ja ? Rwę się na studia muzyczne sama nie wiem dlaczego.
- Nie mów tak. Na pewno jesteś świetna. Grasz na czymś ?
- Pianino. Od 7. roku życia ...
- I nic nie mówisz ? Zaśpiewsz mi coś ?
- Wiesz jak to brzmi Harry ? Chłopak ze sławnego na świecie boysbandu pyta mnie czy coś dla niego zaśpiewam.
- Czemu ciągle mówisz o tym, że jestem sławny ? To tym dla Ciebie jestem ? Jakimś rozpieszczonym gwaizdorem ?
- Ja ... przepraszam. Po prostu jeszcze mi się trudno do tego przyzwyczaić. Rok temu oddałabym wszystko żeby was poznać. A dzisiaj ? Siedzę sobie z jednym z was w pokoju po raz kolejny płacząc i uświadamiam sobie, że jednego z Was kocham nad życie.
- Kochasz mnie ?
- Ja .. jeśli ty tego nie czujesz, okey poczekam.
- Meg, słońce kocham Cię jak jeszcze nikogo. Jesteś dla mnie całym światem. Od tamtego dnia w parku, gdy Cię zobaczyłem. Nasze długie rozmowy, kłótnie uśwaidomiły mi jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Kocham Cię i wiedz, że nigdy nie przestanę.
- I know everything changes
All the cities and faces
But I know how I feel about you
Płacząc śpiewam Harry’emu kawałek piosenki ‘About you now’ Sugababes. Tak wiele się zmieniło przez te dwa miesiące. Tak wiele zawdzięczałam lokatemu chłopakowi o nieziemskich oczach i cudownym uśmiechu. Przybliżam się do niego i namiętnie całuję.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że tak pięknie śpiewasz ?
- Wydaje Ci się Hazza. Ale nie mów nikomu, dobrze ?
- Dla Ciebie wszystko.

_______________________________
Okej nie wyszedł mi ten rozdział. Totalnie mi się nie podoba, ale okey, żeby nie było macie. tak mnie naszło teraz na stare piosenki <3
~Meg Xx
  • awatar Meg♥: @Porszaczek;*: jej , dziękuję. Jutro powinien być rozdział, bo jestem mega chora i zostaje w domu ... dziękuję jeszcze raz <3 : )
  • awatar Porszaczek;*: Co ty gadasz rozdział cudowny o mało co sama nie zaczęłam płakać :)
  • awatar Meg♥: @gość: dziękuję <33 kocham was <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witajcie wszyscy ludzie którzy tu wchodzicie <3 kocham was, ale to za pewne już wiecie <3 Bardzo was przepraszam, rozdział miał być dzisiaj, ale laptop mi się coś zwiesza, a poza tym bardzo chciałam napisać Wam taki trochę dłuższy, a na razie to on taki nie jest ... Obiecuję, że jutro pojawi się coś rano ok.9.00 ( jeśli się obudzę xd ) to pomyślę nad nim w nocy i spiszę na kartke. Może mi się coś genialnego przyśni ... Directionowych <33333
największa wena przy 'Moments' <3
~Meg Xx
 

 
- Wiesz co ? Chyba naprawdę będę musiała podziękować Louisowi za to co robi. - mówię cicho i zanim otwierają się drzwi szafy całuję ostatni raz Harry’rgo. Mojego Harry’ego.
- IDIOTO, NIE CHCĘ CIĘ ZNAĆ ! - mówię wychodząc z szafy i wtulając się w ramiona zszokowanego Louisa. Łzy leją mi się z oczu strumieniami.
- A prosze bardzo. Nie moja wina, że jesteś taka pojebana. - widzę w oczach loczka niepewność, kiedy wymawia te słowa. Mimo, że to wszystko jest udawane to i tak czuję się zraniona.
- Louis, zabierzesz mnie do domu ? Proszę ? - wybucham płaczem.
- Taak , jasne ... - mówi zdezorientowany. - poczekaj tu, a ja pójdę po kluczyki. Spróbujcie się nie zabić.
- Harry, to na serio ? pytam niepewnie, kiedy Lou wybiega z pokoju.
- Jak mogłaś tak pomyśleć. - widzę jak do oczu napływają mu łzy. Podchodzi do mnie i przytula mnie z całej siły. Nie mogę się nawet poruszyć, więc szepczę cicho
- To będzie trudniejsze niż myślałam ...
• • •
- Lou, cholernie Ci dziękuję. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła. - mówię przez łzy wysiadając z samochodu.
- Co tam się tak właściwie stało ? - pyta chłopak. Nie odpowiadam, tylko spuszczam głowę na dół. Louis obejmuje mnie delikatnie i całuje w czubek głowy.
- Okey, powiesz mi innym razem. Pamiętaj, że możesz dzwonić o każdej porze dnia i nocy, jestem nawet gotowy przyjechać, dobra ?
- Jesteś taki kochany. - mówię wycierając łzy i machając do odjeżdżającego samochodu. Louis jest dla mnie taki słodki, a ja go tak podle oszukuję. Wchodzę na górę modląc się, żeby Alice jeszcze nie było. Tak jak chciałam, zastaje pusty pokój. Rzucam torebkę na podłogę i zmierzam w kierunku łazienki. Wchodzę pod prysznic i odkręcam wodę. Gorące krople wody odbijają się delikatnie od mojego nagiego ciała. Cicho podśpiewując ‘You’ The Pretty Reckless zastanawiam się nad wszystkim co dzisiaj zaszło. Nadal nie mogę uwierzyć, że ten cudowny chłopak należy teraz do mnie. Tęknię za jego słodkimi ustami i zielonymi oczami. Jak na zawołanie odzywa się dzwonek mojego telefonu. Zakręcam wodę i wychodzę z pod prysznica szukając wzrokiem ręcznika.
- Halo ? - pytam drżącym głosem, gdyż chłodne powietrze pieści mnie po ciele.
- Tu Harry ... Meg, coś się stało ? Płaczesz ? - odzywa się zatroskany głos.
- Nie, brałam przed chwilą prysznic i nie mogę nigdzie znaleźć ręcznika. Poczekaj sekundkę. - przerywam i wkładam na siebie czarny szlafrok. - Już jestem. Co się stało ?
- Nic, chciałem sprawdzić czy już dojechałaś i ... powiedziałaś coś Louisowi ?
- Pytał mnie co się stało, ale nie odpowiedziałam. Harry ja chyba nie dam rady go okłamywać, on jest taki słodki, powiemy im jutro ? - brak odpowiedzi. - O nie, Harry, tylko mi nie mów, że jesteś zazdrosny. To z Tobą spędziłam pół dnia w szafie.
- Ja ... no bo ... - mówi zmieszany - Okey, powiemy im jutro. Ja też nie czuję się z tym dobrze.
- No to do zobaczenia wieczorem.- przesyłam mu buziaka przez telefon i sięgam po czyste ubrania.

___________________________________
Błagam o komentarze :X <33
~ Meg Xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Kilka dni później ...
Wiele razy zastanawiałam się co będzie jak się zakocham. Tylko raz zaznałam takiego uczucia, ale jak wiecie nie skończyło się to dobrze. Teraz moje serce totalnie oszalało. Każdego dnia kiedy odwiedzam chłopaków widzę ten idealny uśmiech, zielone oczy i perfekcyjne loki. Słyszę ten idealny śmiech i słodki głos. Odkąd Niall i Alice są razem uświadomiłam sobie, że powinnam spróbować z Harrym. Powinnam, ale nie wiem jak to wszystko zacząć i nie sądze żeby zamnkięcie Harry’ego i mnie w ciasnej szafie przez Louisa coś dało …
- Boo, możesz otworzyć te drzwi - pyta słodkim głosem loczek. W ramach odpowiedzi słychać odjeżdżający samochód.
- Harry, czy ktoś jest jeszcze w tym domu ?
- Obawiam się, że nie.
- Właśnie tak wyobrażałam sobie moje życie. Spędze je zamknięta w szafie i umre spragniona miłości. - dopiero po chwili uświadamiam sobie, że te ostatnie słwa wypowiedziałam na głos. Harry patrzy na mnie podejrzliwie.
- Och, nie przesadzaj kocie. Masz jeszcze mnie.
Zanim zdążam cokolwiek odpowiedzieć jego wargi składają delikatny pocałunek na moich ustach. Czuję jak nogi uginają się pode mną więc zawieszam swoje ręce na jego szyi i odwzajemniam buziaka. Po chwili odrywam się od niego i wpatruje w jego nieziemskie oczy.
- Od tamtego dnia w parku tylko na to czekałem. - mówi lekko zachrypniętm głosem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - mówię i zaczynam go namiętnie całować.

- Na prawdę Ci się podobam ? - pytam nie pewnie siedząc na stercie spodni.
- Czy musisz zadaważ takie pytanie, na które odpowiedź jest tak oczywista ? - oczy zalewają mi się słonymi łzami szczęścia. Przysuwam się powoli do chłopaka kładę głowę na jego perfekcyjnie wyrzeźbionym torsie.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Za to, że jesteś. Za to, że Ci się podobam chociaż wcale nie jestem ładna, za to, że uczyniłeś mój śwait jaśniejszym- mówię i czuje ciepły dotyk na moim policzku.
- Baby you light up my world like nobody else
The way that you flip your hair gets me overwhelmed
But when you smile at the ground it ain’t hard to tell
You don’t kno-o-ow
You don’t know you’re beautiful
If only you saw what I can see
You'll understand why I want you so desperately
Right now I'm looking at you and I can't believe
You don't kno-o-ow
You don't know, you're beautiful!
Kno-o-ow
That's what makes you beautiful!
Harry śpiewając mi refren piosenki delikatnie głaskął mnie po głowie. Otarłam moje łzy i delikatnie pocałowałam go w usta.
- Dziękuję.
- Nie dziękuje bo to prawda kocie. Uśmiechnął się nonszalancko.
- Zrobisz coś dla mnie ?
- Co tylko zechcesz.
- Okey, więc mam mały plan. - uśmiechnęłam się wścipsko. - Nie powiemy jeszcze o niczym chłopakom ani Alice i będziemy udawać, że sie do siebie nie odwzywamy.
- Słońce, nie każ mi tego robić. Już dość się naczekałem.
- A więc poczekasz jeszcze trochę. Nikt nie mówi, że nie możemy się spotykać po kryjomu, na przykład u mnie w pokoju gdzy Alice będzie spała dzisiaj u Nialla.
- Brzmi romantycznie - szepcze mi do ucha, a mnie przechodzą po ciele dreszcze. Jego głos sprawia, że jestem w siódmym niebie. - A teraz chodź, powalimy w te drzwi, może ktoś nas usłyszy.

____________________________________________
Okey, macie ten rozdział. Troche krótki, wiem, ale nie mam weny, przepraszam. Teraz postaram dodawać się częściej, ale biorąc pod uwagę to, że prawie nie piszecie komentarzy szczerze mówiąc po prostu mi się nie chce. Wiem, że ostatnio długo mnie nie było, ale wiele się wydarzyło, wiele się pozmieniało i nie było zbyt wesoło. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś to w ogóle czyta ...
Meg Xx
  • awatar Meg♥: @gość: dziękuję ; **** <3
  • awatar Gość: świetne jest ! ii pisz dalej.z chęcią poczytam ! :***********
  • awatar Meg♥: @Believe in dreams ♥: a ja jak zwykle ogromnie dziękuję <3 zaraz zabieram się do czytania twoich bo dopiero z wyciecki wróciłam i widzę, że tam jakieś zakończenie O.o no nic, chyba przeżyję <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Chciałam was poinformować, że na razie zawieszam bloga ... sami widzice, że od prawie 2 tygodni nie dodałam rozdziału bo po prostu nie mam czasu ... na razie nie wiem do kiedy, ale mam nadzieję, że w połowie czerwca powrócę i będzie tu w miare systematycznie z opowiadaniem ... w środę jadę na wycieczkę klasową to coś tam pobazgrole w zeszycie ... KOCHAM WAS <3


~ Meg Xx
 

 
Hej wszystkim ♥ Przepraszam, ale nie dodam dzisiaj rozdziału ... 2 sprawdziany + brak słodyczy w domu. A na dodatek właśnie wróciłam od fryzjera ... włosy za połowe pleców mają długość do ramion -.- a tak je kochałam [*] WHYY ???!!!!

  • awatar Believe in dreams ♥: No trudno . Postaram się jakos to przeżyć i wytrzymać . Czekam na nowy . : 3
  • awatar nierealnieidealna: Hej , mam do sprzedania pierścionek stan nowy . Może na zbliżający się dzień mamy . Wejdz, zobacz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wchodzę do pokoju, w ktorym panuje półmrok. Na łóżku leży skulona sylwetka chłopaka. Podchodzę do niego powoli i kładę mu rękę na ramieniu. Nie porusza się, ale w odpowiedzi slyszę ciche szlochanie. Bez słowa usadawiam się koło przyjaciela. A może kogos więcej ?
- Meg ... - jego głos jest zachrypnięty. - przepraszam. Po raz kolejny Cię zawiodłem. Jestem tak cholernie głupi. Oklamałem Cię i jeszcze na dodatek nakrzyczakem na Ciebie ... ale zrozum. Na prawde się o martwilem.
- Ciii ... - uspokajam go i delikatnie przeczesuje dłonią jego loki. W głębi duszy wiem, że on ma rację. Zawiódł mnie, ale jak mogę być na niego zła ? Leży w rozsypce u mojego boku, a ja sama nie wiem już co robic. Przecież nie powiem mu 'cześć Harry, nie wybzczam Ci. Radź sobie sam'
- Każdy zasługuje na drugą szanse. Niezależnie od tego co zrobił, powinien ją dostać. - mówię ściszonym głosem. - Ale musze wiedzieć czemu nie powiedziałeś mi rano prawdy w sprawie tamtej dziewczyny ?
- To co Ci dzisiaj mowilem ... ze ktoś mi sie podoba, to byla prawda, ale musiałem najpierw coś zrobić. A mianowicie zerwać z byłą... Nie myśl sobie proszę, że jestem okrutny, bo ona mnie zdradzała. Setki razy widziałem jak całuje się z innymi facetami, ale najgorsze jest to, że nigdy się nie przyznała. Powtrzała mi, że mnie kocha nad życie. A ja bylem tak głupi, że uświadomiłem to sobie dopiero teraz. - Po tych słowach jest mi go strasznie żal. Obejmuję go sa tors i ocieram łzy spływające po jego policzkach.
- Harry ja nie wiem co powiedzieć ...
- Nic nie mów. Po prostu bądź - tym razem to on wyciera moje łzy.
_____________________________________
Rozdzial krotki, ale napisalam go o 5 rano... nie wiem ci to bylo, ale zbudzilam się i naszlo mnie takie olśnienie xd
Za wszystkie bledy przepraszam, ale pisze na telefonie ;x
Meg Xx
  • awatar Turn me on. ♥: bisty blog. normalnie...nie mam słów! :)
  • awatar Meg♥: @gość: dziękuję bardzoo <33 następny rozdział chyba jutro ... na razie nie mam pomysłu ... ;x
  • awatar Gość: kocham twoje opowiadania !;*** i oczywiście czekam na następne !;) <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Ty chyba zwariowałaś !
- Niall, nic mi nie będzie...
- Nie ma mowy, jako Daddy Direction w życiu Cię nie puszczę.
- Mówię wam, NIC mi się nie stanie !
- Jak Harry wróci z Louisem to wszystko mu powiem. Śpisz dzisiaj u nas i koniec kropka.
- Zayn, prooooszę. Nie mów mu nic bo on zaraz załatwi dziesięciu ochroniarzy. Przysięgam, że jestem u siebie bezpieczna. Wyjdę sobie do internatu zanim on wróci i będzie dobrze...- mówię zmęczona kłótnią z chłopakami. Odkąd Harry przywiózł mnie tu z policji i sam pojechał po Louisa, którego zaatakowły fanki, ja wyjawiłam całą prawdę reszcie.
- Nigdy w życiu. Teraz idziemy na górę i będziesz tam grzecznie czekała. - Niall bierze mnie na ręce i mimo moich protestów zaciąga w kierunku schodów.
- Czemu do Louisa ? - pytam gdy chłopak sadza mnie na łóżku.
- Bo to jedyny pokój na klucz. - i zanim orientuję się o co mu chodziło on wybiega z pokoju, ja słyszę ciche kliknięcie zamka. Nie mam zamiaru tu siedzieć. Walę w drzwi najmocniej jak potrafię, ale chłopcy pozastają nieugięci. Niedawno złamana ręka daje o sobie znać, więc po dwudziestu minutach odpuszczam, i siadam pod drzwiami. Chyba trochę tu zostanę...
• • •
Budzi mnie głośne trzaśnięcie drzwi wejściowych. Przeciągam się i uświadamiam sobie, że nadal znajduję się zamknięta w pokoju Louisa. Patrzę na zegarek i widzę, że siedzę tu już cztery godziny.
- Ile ona już tu siedzi ? - słyszę ściszkony głos Harry’ego za drzwiami.
- Kilka godzin. - odpowiada Liam. Słyszę jak ktoś wsadza klucz do zamka. Postanawiam zrobić im numer i zmierzam cicho do łazienki, gdzie wchodzę do kosza z ubraniami.
- Gdzie ona jest ? - pyta Lou, gdy otwierają się drzwi.
- Nie wiem, siedziała tu cały czas, nigdzie nie wychodziła. Musi tu być, okno jest zamknięte.
Słyszę czyjeś kroki niedaleko mojej kryjówki. Wychylam lekko głowę, żeby sprawdizć kto i dostrzegam tylko czerwone rurki i koszulkę w paski. Lou nie zauważając mnie wychodzi, ale po nim zjawia się Harry przed którym nie zdążam się z powrotem schować więc kładę szybko palec na ustach, żeby milczał. Jednak chłopakowi chyba nie jest do śmiechu i zaczyna się na mnie wydzierać.
- Coś ty sobie myślała ?! Wiesz jak się wysrtaszyliśmy ?! - przerażona wyuchem wychodzę z ukrycia. W moich oczach pojawiają się łzy. Nie poznaję go. To nie jst ten sam Harry.
- Przeraszam, okey ?! A teraz wybacznie, ale nie mam zamiaru słuchać jak się na mnie wydzieracie ! DO WIDZENIA ! - wychodzę z pokojui zbiegam na dół. Zanim docieram do drzwi wpadam na Zayna i wulam się w niego.
- I PO CO SIĘ DRZESZ HARRY ?! Przecież ty najlepiej wiesz w jakim ona jest stanie ! - słyszę głośne krzyki Lou.
- Zayn, ja chcę do domu. - mówię cicho przez łzy.
- Ciiii... - chłopak głaszcze mnie po głowie. - Nie złość się, ale nie możesz tam jechać. Musiz tu zostać.
- Ale ja nie chcę, nie możesz tego zrozumieć ?! Nie chcę żebyście się kłócili z mojego powodu ! - odrywam się od niego.
- To nie twoja wina Meg, chodź zrobię Ci coś do jedzenia.

Po zjedzonych grzankach z nutellą i posypką czekoladową usiadłam z Zaynem na kanapie i zaczęliśmy oglądać TV. Po dwudziestu minutach zszedł do nas Lou.
- Megan, pozwolisz na sekundkę ? - pyta nieśmiało. Wstaję i podchodzę do niego ze spuszczonym wzrokiem.
- Słuchaj ... przepraszam, że to tak wyszło. No wiesz ... ale Harry chciałby Ci coś powiedzieć.
- To czemu sam nie przyszedł, co ?!
- Nie bądź na niego zła Meg, on naprawdę nie chciał. Siedzi tam teraz i użala się nad sobą. Po tym co się stało chyba możesz mu wybaczyć ...
- Zaraz, co miało się stać ?
- Nie powiedział Ci ? - kiwam przecząco głową. - On ... zerwał dzisiaj rano z dziewczyną.
- CO ?! To on ma dziewczynę ?
- No ... miał dziewczynę.
- Lou... nic się już nie trzyma kupy. Rano powiedział mi, że ktoś mu się podoba więc poradziłam mu, żeby pojechał i powiedział jej to.
- Ale ... on chodził cały czas chodził z taką jedną Becky. Trochę świruska, nie przepadam za nią.
- Wiesz ja ... chyba pójdę z nim pogadać.
- Jest u mnie, drzwi są otwarte. - przytula mnie i zostawia z mętlikiem w głowie. Wchodzę na górę, liczę do trzech i naciskam klamkę...
 

 
- Meg, ogarnij się - mówię do siebie i ocieram łzy. Przebiaram się w ubrania, które wzięłam ostatnio ze sobą. Czarna sukienka chyba idealnie opisuje mój nastrój. Włosy spinam w zgrabnego koka, a na nogi wciągam grube skarpety i wychodzę z łazienki. Wyciągam paluszki z szafki i rozsiadam w salonie czekając na chłopaków. Ciężkie krople deszczu uderzają energicznie o szybę, a ja próbuję zastanowić się nad tym co zrobić, kiedy Harry oznajmi mi, że powiadział już swojej przyjaciółce ... Nagle dobiega mnie dźwięk piosenki Carly Rae Japsen ‘Call Me Maybe’. Na wyświetlaczu pojawia się napis Nieznany.
/- Halo ?
- Witaj słonko. Czemu płaczesz ? Życie Ci nie miłe ? - od razu rozpoznaję ten głos. To nie może być on.
- Ja ... Skąd wiesz, że płaczę ?
- Bo Cie widzę. Obserwuje Cię od dawna i nie podoba mi się twoja przyjaźń z tymi chłoptasiami. Masz natychmiast to skończyć, bo jak nie ... Może tęsknisz za uderzającymi w ciebie pojazdami ? /
Rozłączam się natychmiast. Wiedząc, że on najwyraźniej tu jest podbiegam do drzwi i zamykam na klucz. Po zasłonieniu wszystkich okien próbuję przeanalizować to wszystko jeszcze raz. On wrócił. To przecież niemożliwe. Daniel Nelson powrócił i znowu będzie chciał zniszczyć mi życie.
• • •
Budzi mnie walenie w drzwi. Musiałam zasnąć czekając na chłopaków, a oni pewnie nie wzięli kluczy.
- Cześć kocie. Czemu nie otwierasz ... - urywa Harry wchodząc do domu. - Nic Ci nie jest ? Co się stało Megan, powiedz.
- Nic się nie stało. - kłamię. - Czemu tak ... - nagle uświadamiam sobe, że nie zdążyłam zmyć rozmazanego tuszu od płaczu.
- Nie oszukasz mnie tak łatwo. - podchodzi do mnie i przytula czule głaszcząc po głowie.
- Harry...- odrywam się od niego i przełykam ślinę. - Cholernie się boję.
- Boże. Co się stało ?!
- Kiedy wyszedłeś z domu zadzwonił do mnie ... - opowiadam mu całą rozmowę z byłym chłopakiem. Jest dla mnie taki czuły, taki miły. Słuchając każde moje słowo trzyma mnie mocno za rękę.
- A najgorsze jest to, że ... że on zabronił mi się z wami zadawać. Harry, on jest zdolny do wszystkiego. Nie zdziwiłabym się gdybym obudziła się za kolejny miesiąc ze śpiączki po wypadku. Co ja mam zrobić ? - patrzę na niego oczami pełnymi łez. Przez chwilę panuje niezręczna cisza, ale w końcu Harry odpowiada.
- Nie ma co się zastanawiać. - ociera mi łzy z policzków. - Jedziemy na policję.
 

 
Słoneczne popołudnie. Razem z Harrym spacerujemy po Londynie pochłaniając mrożone jogurty. Tłumy fanek atakuja nas co jakieś 5 metrów. Kiedy chłopak podpisuje się na zdjęciach, przyglądam mu się uważnie i znowu myślę nad słoami pzyjaciółki. Czy on mi się naprawdę podoba ? Czuję do niego coś więcej niż przyjaźń ? - pytam samą siebie. Chyba tak, bo raczej nie ucieszyłaby mnie wieść, że ma dziewczynę, oczywiścię chcę jego szczęścia i w ogóle, ale jednak ...
- Chodź kocie, robi się ciemno. Wracamy do domu. - Harry wyrywa mnie z myśli. Bierze mnie na ręce i idzie w kierunku miejsca, gdzie zostawiliśmy samochód.
- Przecież nie mam już gipsu, nie musisz mnie nieść. - uśmiecham się do niego.
- Wiem, ale to już z przyzwyczajnie. Poza tym lekarz powiedział, że powinnaś jeszcze oszczędzać nogę.
• • •
Razem z przyjaciółką postanowiłyśmy zostać u chłopaków na noc i urządzić sobie noc horrorów. Kątem oka zauważam, że Alice i Niall leżą koło siebie i trzymają się za ręce. Będę musiała ją potem o wszystko wypytać. Ja natomiast na zmianę przytulam się do Harry'rgo i Liama siedzących obok mnie. Na trzecim horrorze zasypiam w ramionach Hazzy, a kiedy się budzę jestem zupełnie w innym pokoju. Słyszę ciche pukanie do drzwi.
- Proszę. - mówie zaspanym głosem.
- Witaj księżniczko, mam dla Ciebie śniadanie. - mówi Zayn wchodząc i podaje mi talerz z omletem iherbatę.
- Ooo , dziękuję - całuje go w policzek. - Która jest godzina ?
- Ósma dwadzieśći Słuchaj Meg, ja z chłopakami i Alice wychodzę na małe zakupy bo kuzynka Niall'a ma dzisiaj urodziny i trzeba coś skombinować. Jakby coś się działo Harry zostaje i chyba jest pod prysznicem, powinien zaraz wyjść. Poradzisz sobie ? - uśmiecha sie szelmowsko.
- Jasne i jeszcze raz dziękuję za śniadanie. Miłych zakupów. - żegnam się z nim i zabieram do jedzenia.
Po skończonym śniadaniu schodzę na dół, aby poszukać Harry'ego. Znajduje go nad basenem. Podchodzę do niego po cichu i zakrywam mu oczy.
- Zgadnij kto to ?
- Hej Meg - zaczyna się śmiać, gdyż atakuje go łaskotkami.
- Czemu jesteś smutny ?
- Pomożesz mi ?
- Jasne. Mów co Cię gnebi. - siadam koło niego i obejmuje go ręką.
- Bo ... poznałem osatnio dziewczynę i ... ona mi się podba, a ja boję się, że ona nie czuje tego samego, a ja nie chciałbym zniszczyć naszej przyjaźni.
Cios prosto w serce. Auć. Z trudem powstrzymuję łzy i chęć ucieczki.
- Harry ... Jeśli coś do niej czujesz musisz jej to powiedzieć. Potem będzie tylko co by było gdyby, a ty możesz zrujnować jedyną szansę. Jeśli wasza przyjaźń sie skończy, to znaczy, że nie była tego warta... - siedzimy rozmawiając tak jakąś godzinę, a Harry wypytuje mnie o coraz dziwniejsze rzeczy. Jak chciałabym, żeby chłopak mi wyznał miłość, czy ktoś mi sie podoba ? Starałam się cały czas zmieniać tema, ale on mi nie pozwalał. Po kolejnej godzinie z nieba zaczynają spadać małe krople deszczu. Harry podnosi się z ziemi, a ja razem z nim.
- Jedź do niej teraz. Powodzenia. - przytulam go i próbuję jak najszybciej dostać się do łazienki. Zanim wchodzę łzy spływają mi już strumieniami po twarzy.Jest mi straszenie przykro, ale zarazem jestem jego przyjaciółką i powinnam cieszyć się razem znim. Słyszę jak wejściowe drzwi się zamykają, a ja zostałam sama.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Otwieram oczy i rozglądam się po pokoju. Co się stało ? Zaraz ... Byłam na dole ze Styles’em i byłam na niego wściekła. Opowiedziałam mu wszystko, a potem ... No tak, zemdlałam.
Na fotelu przy oknie siedzi skulony Harry. Zrywam się po cichu z łóżka i do niego podchodzę. Kładę mu rękę na ramieniu, a ten jak oparzony wyskakuje w górę. Jego oczy są szkliste, a łzy spływają po policzkach.
- Harry, spokojnie. Co się stało ? - pytam przytulając go, ale on nie odpowiada. Stoi wtulony we mnie.
- Przepraszam ... - szepcze. - Cholernie Cię przepraszam Meg. Jestem największym idiotą jakiego kiedykolwiek spotkałaś. Tak cholernie mi na Tobie zależy, a ... przepraszam.
Teraz również ja mam łzy w oczach. Próbuję mu coś powiedzieć, ale on nie dopuszcza mnie do słowa. Bierze na ręce i zanosi do łóżka, po czym kałdzie się koło mnie.
- Harry, posłuchaj mnie. Uwierz, też mi na Tobie zależy jak na nikim innym. Jesteś dla mnie ważnejszy niż najlepszy przyjaciel.
- Tak, ale zobacz jak ja się zachowałem ? Jak kompletny idiota. Odwróciłem się od Ciebie, aż w końcu ... nawrzeszczałaś na mnie. Powiedziałaś mi, że też Ci na mnie zależy, że nic pomiędzy tobą a Zayn’em nie ma. Powiedizałaś mi całą prawdę... - obraca się do mnie i patrzy mi w oczy - Nie musiałaś Meg. Byłem idiotą, bo dopiero teraz zauważyłem jak jesteś dla mnie ważna. Jak cholernie Cię potrzebuję. - przytulam się do niego i daję mu całusa w policzek. Nie mam już siły mu odpowiedzieć, więc zapadam w słodki sen.
• • •
Budzi mnie zapach jajecznicy unoszący się w całym domu. Obracam się i widzę, że Harry'ego już nie ma. Musiał wstać. Schodzę powoli na dół uważając na skręconą kostkę oraz rękę w gipsie. Chłopak stoi w kuchni o robi pyszne śniadani. Podchodzę do niego od tyłu i całuję w policzek.
- Dzień dobry. - mówi biorąc mnie na ręce i sadzając na blacie. - Jajecznicy ?
- Chyba nie mogę odmówić. - uśimecham się i biorę od niego talerz. - Gdzie reszta ?
-Niall z tego co wiem jest u was z Alice, a reszta była wczoraj na imprezie i śpią w mieszkaniu Zayn’a.
- Nie wiedziałam, że z was tacy imprezowicze.
- Meg, słuchaj co do tgo wszystkiego ... Możemy o tym zapomnieć ? Nie mam ochoty do tego wracać.
- Zapomnieć o czym ? - uśmiecham się do Harry’ego i zabieramy się za jedzenie.
• • •
Gdy chłopacy wchodzą do domu raze z Alice natychmiast ‘podbiegam’ do Lou. Harry robi obiad, a reszta już nad basenem.
- Nadal jesteś na mnie zła ? - uśmiecha się nonszalancko Louis.
- Ja... przepraszam. Teraz już rozumiem, co chiałeś zrobić. - spuszczam wzrok.
- To znaczy, że już się pogodziliście ?
- Tak.- podnoszę wzrok i patrzę mu prosto w oczy i całuję go w policzek. - Dziękuję.
- Kochanie ! Czekamy na twój obiad ! - krzyczy Lou do Harry’ego.
- Już podaję !
Tomlinson bierze mnie na ręce i zanosi do jadalni. Po chwili wszyscy już się schodzą, ale widzę jak wypatrują sytuacji pomiędzy mną a Hazzą.
- Możecie się tak nie patrzeć ? Tak ,pogodziliśmy się - nie wytrzymuję i wykrzykuję to na cały dom. Wszyscy patrzą się na mnie jak na wariatkę. Pierwszy zaczyna się śmiać Harry, potem Lou a reszta dołącza do nich.
- No co ? - mówię, ale sama nie wytrzymuję i zaczynam się zwijać ze śmichu. Próbuję wstać z krzesła, ale potykam się o własną nogę i ląduję twarzą w talerzu spaghetti. - Zaniesie mnie ktoś do łazienki ? Trochę to parzy. - mówię. Zarywa się Zayn, ale po trzeciej próbie podniesienia mnie stwiardza, że nie może przestać się śmiać i wyręcza go Liam.
- Już dobrze ? - pyta sadzając mnie na krawędzi wanny.
- Tak, ale proszę pomóż mi to zmyć. - wstaję żeby podejść do umywalki, ale znowu zaczynam się śmiać. Liam zanurza chusteczki pod wodą i sam się za to zabiera.
- Dziękuję. - mówię
- Od tego ma się przyjaciół. - uśmiecha się. Po skończonej robocie zanosi mnie z powrotem do jadalni.
- Teraz ja ją przejmuję ! - krzyczy Alice . Bierze mnie pod rękę i idziemy na ogród. - Opowiadaj, ze szczegółami. No więdz powiedziałam, oczywiście omijając pewien fragment ...
- Boże dziewczyno, widać było, że na siebie lecicie.
- My ?! - pytam zdziwiona.
- A kto ? Myślałam, że już Cie pocałował.
- Nie, no co ty Alice. Kocham go, ale jak brata, rozumiesz. Powiedz jak Ci się układa z Niallem. - zmieniam temat
- On jest taki kochany ! Mam nadzieję, że nam coś z tego wyjdzie. - przytulam ją. Cieszę się razem z nią. Przerywa nam ciche pukanie do drzwi na taras. O wilku mowa, myślę.
- No to ja już chyba pójdę- uśmiecham się do nich echodzę do salonu. Siadam na sofie i delektuję się tą chwilową ciszą. Myślę o tym co powiedziała Alice. Czy ja coś do niego czuję ? Być może ... Teraz dopiero rozumiem Harry’ego i jego ostatnie zachowanie. Też zrobiłoby mi się smutno gdyby miał dziewczynę. Rozmyślanie przerywa mi krzyk Louisa z góry.
- Meg ! Przecież miałaś dzisiaj jechać zdjąć gips głuptasie !
- Na śmierć zapomniałam ! Chciałby mnie ktoś podwieźć ?
- Ubieraj buty, a raczej ... buta - uśmiecha się już ubrany Harry.
 

 
Minął już tydzień, a Harry nadal się do mnie nie odzywa. Czasami Lou lub Niall wpadają do nas żeby się przywitać, ale żadnych wieści od Hazzy. Nawet nie miałam okazji opogadać z Louisem na osobności, bo ... Czekajcie, chyba właśnie jest sam.
- Lou ? Możemy pogadać ? - pytam.
- Chodzi o Hazze , prawda ? - nie odpowiadam - Słuchaj , sądzę, że powinnaś z nim sama pogadać, on twierdzi, że nic się nie stało, ale ja to widzę. Z resztą pozostali chyba też...
- Jak mam z nim pogadać skoro nawet nie raczy odebrać telefonu ? Dzwoniłam do niego z milion razy, zostawiłam mu setki wiadomości, a on co ? Nawet nie widziałam go, ani razu pod tym głupim drzewem. Mam mnie w dupie i tyle, po co ja się staram ?
- Ej, nie mów tak. No chodź się przytulić. - wcyiąga ręce, a ja podchodzę. - musisz wiedzieć, że on bardzo często jest zazdrosny, a ...
- ALE O CO ?!
- Nie wiem Meg, ale wiem natomiast, że bardzo mu zalezy na przyjaźni z tobą. Wiem, że gdyby Cię stracił nie był by już sobą. - odrywam się od Louisa.
- Co ? - pytam z niedowierzaniem .
- Naprawdę, Harry bardzo szybko przywiązuje się do ludzi, ale ufać może nie wielu.
- Mi najwidoczniej nie zaufał ...
 - Nie mów tak. Chodź, zawiozę Cię do niego. - zanim zdążę zaprostestować, bierze mnie na ręce i prowadzi do samochodu. Wyram się i krzyczę jak idiotka, ale to i tak nic nie daję. Gdy wchodzimy do ich domu już ni wytrzymuję.
- LOUIS MOŻESZ MNIE PUŚCIĆ ?! ON I TAK NIE CHCE ZE MNĄ ROZMAWIAĆ BO MA MNIE GŁĘBOKO GDIZĘŚ, WIĘC PO CO MNIE TU ZACIĄGNĄŁEŚ ?! - wydzieram się,a Lou stawia mnie na ziemię.
- Miłej rozmowy ja lecę na spotkanie. - mówi po czym ucieka z domu. Dopiero teraz zauważam osłupiałego Harry’ego.
- Ja... chyba już pójdę. - chłopak nie zatrzymuje mnie. Jednak gdy naciskam klamkę, drzwi nie chą się otworzyć. Louis nas zamknął, świetnie, jeszcze tego nam brakowało.
- Chyba jednak nie mogę ...
- Są jeszcze drzwi od ogrodu - odzywa się Harry. Jego głos jest ochrypnięty. Bez patrzenia na niego idę przez salon i wychodzę na ogród. Jednak coś mnie powstrzymuje. Wracam się do domu chłopaków i staję patrząc na Hazzę. Nie spuszczamy z siebie wzroku.

- Harry ! Do cholery jasnej powiedz co ja Ci zrobiłam ?! Nie wiem czemu się do mnie nie odzywasz ?! Myślałam, że jesteś inny, myślałam, że nie będziesz zazdrosny o to, że chciałam porozmawiać z Zaynem. Widocznie myliłam się. - wybucham płaczem. Strumienie łez płyną po mojej twarzy.
- Meg, spokojnie ...
- Nie mów mi tylko, że mam się uspokoić ! - nie daję mu dojść do słowa. - Chcesz prawdy ?! Chcesz wiedzieć po co chciałam porozmawiać z Zaynem ?! - chłopak nie odpowiada. Patrzy się na mnie jak na idiotkę. Trudno, powiem mu . - Nie chciałam Ci tego mówić, bo bałam się co sobie o mnie pomyślisz. Bałam się, że nie będziesz już się do mnie odzywał, że weźmiesz mnie za jakąś totalnie pokręconą. Dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że nawet nie musiałam Ci tego mówić. Ty obrażasz się o jakieś głupoty. - Harry podchodzi coraz bliżej. Przez łzy ledwo go dostrzegam. - Wiesz co ? Mówiłeś, a nawet obiecywałeś, że mogę Ci zaufać i co ? Jedno wielkie gówno ! A wiesz dlaczego wtedy uciekłam tak szybko ? Dlateczego nie mogę pić ? Bo kiedyś byłam uzależniona. Tak, piłam tak dużo, że prawie niegdy nie byłam trzeźwa. Sądziłam, że to alkohol rozwiąże moje sprawy. Nie dostrzagałam w tym nic złego. Wręcz myslałam, że stałam się lepsza. Powiem Ci coś czego nie mówiłam jeszcze nikomu. Nawet mój kuzyn o tym nie wie. Szłam ulicą wieczorem jak zwyle nachlana i natknęłam się na Daniela. To było już po naszym zerwaniu. Nie byłam trzeźwa, więc nie pamietałam o tym, że mam się go bać i o wszystkich rzeczach które on mi zrobił. Wziął mnie do siebie i zgwałcił. Tak, i na dodatek zrobił mnóstwo zdjęć. Torturował mnie nimi, a mi było coraz trudniej. W końcu zdałam sobię sprawę jak bardzo się zmieniłam. Jak z grzecznej dziewczynki stałam się szmatą, dosłownie. Zaczęłam po kryjomu chodzić na odwyki. Pomagał mi kuzyn, wierzył we mnie, jednak nigdy nie wiedział co mnie do tego przekonało. Po roku wyszłam z tego. Dałam radę. Teraz jak patrzę na alkohol robi mi się wręcz nidobrze. Czasami jednak przypomina mi się jak chwilowo się czuła. Nic mi nie było potzrebne, o nic się nie martwiłam. Nawet nie wiesz jak jest mi z tym trudno. - powiedziałam. Przełykam łzy. Nic już nie widzę. Wszystko dookoła się kręci, a ostatnią rzeczą jaką udaje mi się zarejestrować jest to, że upadam na podłogę.

 

 
Kiedy Harry wnosi mnie na rękach czuję się trochę dziwnie. Nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego, że znam One Direction. Dwa lata temu dałabym się zabić, żeby tylko ich poznać, a teraz ... Sama nie wiem. W domu panuje ogromny hałas. Wszędzie słychać śmiechy. Dostrzegam Alice siedzącą obok Nialla i Liama. Oglądają jakąś komedię w telewizji. Lou na blacie w kuchni i wcina marchewkę, a Zayn ... Zayna nigdzie nie ma.
- Cześć ! Przyprowadziłem zgubę ! - Harry przekrzykuje dźwięk telewizora. Wszyscy natychmiast się odwracają, a Styles stawia mnie na podłogę. ‘Kiedy w końcu zdjemą mi ten gips ?’ pytam siebie w myślach.
- Meg jesteś ! - biegnie do mnie uradowana przyjaciółka. - Nie uwierzysz spotkałam ...
- Już wszystko wiem - uśmiecham się do niej.
- Chcesz marchewki ? - pyta Lou.
- Nie, dzięki głuptasie - rozglądam się po pokoju i ciągle nie widzę ostatniego członka zespołu. - Gdzie jest Zayn ?
- Poszedł po zakupy, zaraz powinien wrócić ... - mówi niepewnie Harry spogladając na mnie.
- OK - mówię, a w tej samej chwili otwierają się drzwi i wchodzi przez nie Malik.
- Vas Happenin ? - pyta gdy widzi, że wszyscy się na niego patrzymy.
- Nic, masz te chipsy ? - podbiega do niego Niall.
- Tak, kupiłem też piwo - zamurowało mnie. - To co, impreza ? Już się nie mogę ... - urywa bo chyba dopiero mnie zauważył. Wpatruję się w niego przez chwilę po czym mówię:
- Impreza ? Brzmi super ! - i razem z pozostałymi siadam na sofie. Oglądam się do tyłu i widzę jak Harry i Zayn stoją osłupiali.
- Megan, pozwolisz na słówko ? - pyta po chwili Malik.
- Jasne. - wstaję z kanapy i kuleję do niego. - O co chodzi ?
Chłopak zaciąga mnie na górę i prowadzi do jakiegoś pokoju. Jest cały biały, pod ścianą stoi dwuosobowe łóżko oraz kremowa szafa, a wnętrze wypełnia słodki zapch malin.
- To pokój gościnny. - mówi Zayn.
- O co chodzi ? Czemu mnie tu zaciągnąłeś ?
- Chciałem pogadać.
- O czym ?
- O Tobie. Zachowujesz się inaczej.
- Zayn, ja wiem. Po prostu staram się zapomnieć, o tamtej całej sytuacji.
- Rozumiem, czyli nie masz zamiaru się napić, zapalić lub zrobić coś głupiego ? I przepraszam za to co przed chwilą powiedziałem, że kupiłem ...
- Nie martw się. Obiecuję Ci, że nic takiego się nie wydarzy. - uśmiecham się do niego i razem schodzimy do reszty.
- Co oglądacie ? - pytam.
- 50 pierwszych randek - odpowiada Lou.
- Kocham ten film. - rozglądam się za wolnym miejscem. Liam, Niall i Alice siedzą na jednej kanapie, Zayn dosiadł się do Lou, a Harry siedzi sam w trochę szerszym fotelu. Nie mam wyboru i dosiadam się do niego. Od czasu gdy spytałam o Zayna zchowuje się jakoś inaczej. W ogóle się do mnie nie odzywa.Czały film siedzi sztywno i stara się mnie nie dotykać, co jest raczej trudne, bo siedząc we dwójkę na jednym fotelu ... sami rozumiecie. Gdy film się kończy oznajmiam, że chyba muszę już iść. Harry nawet nie propouje odwiezienia mnie, więc Lou się zgłasza. Mam zamiar się spytać Alice czy też już wraca, ale dostrzegam, że razem z Niallem śpią słodko pod kocem.
- Louis, wiesz może co się dzieje z Harrym ? - pytam gdy jesteśmy już w drodze.
- W jakim sensie ?
- Od kiedy weszłam do was i spytałam gdzie jest Zayn, on zachowuje się inaczej. Jest wręcz oschły dla mnie.
- Nie przejmuj się, Loczuś tak ma. Jest po prostu zazdrosny.
- Co ?! O mnie i Zayna ?
- A co, nie ma nic pomiędzy wami ? - Lou pojawia się mały uśmiech na twarzy.
- Nie, przysięgam. Wczoraj po prostu ... spotkaliśmy się w parku i chciałam się tylko czegoś upewnić...
- Okey, postaram się powiedzieć to, temu małemu obrażalskiemu.
- Dziękuję, kochany jesteś. - całuję go w policzek i wychodzę z samochodu. - Dzięki za podwiezienie !
- Nie ma sprawy kocie ! - żegna się i odjeżdża, a ja w tej samej chwili przypominam sobie, że w internacie nie ma windy, a ja nie dam rady wdrapać się na nasze pietro z nog w gipsie. Chyba sobie poczekam ...
 

 
- Alice, już nigdy babskiego wieczoru - mówię, a zaraz potem wymiotuję do miski.
- Nie przesadzaj, gdybyś nie zjadła tyle pizzy, czekolady i żelków na raz nie żygałabyś.
- No tak, jak zwyle moja wina - zaczynamy się śmiać.
- Dobra, weź jeszcze jedną tabletkę i Ci przejdzie. Idę za radą koleżanki i natychmiast zasypiam.

• • •
- Która godzina ? - pytam przeciągając się. Nikt mi nie odpowiada.- Alice ? Jesteś ?
Wstaję z łóżka i idę w kierunku biurka. Lezy tam złożona na pół karteczka : ‘Strasznie gadasz przez sen, więc poszłam na spacer. Zadzwoń jak się obudzisz. Alice xx’. Biorę telefon i wykręcam do niej numer. Zajęte. Po chwili patrzę, że mam czterdzieści nieodebranych połączeń od ... Harry’ego. Skąd ja mam w ogóle jego numer ?
- Halo ? - pytam, gdy ktoś odbiera słuchawkę.
- Megan, bogom dzięki. Możemy się spotkać ? Będę u Ciebie za pięc minut. - mówi szybko Harry i zanim zdążam zaprotestować on się rozłącza. Biegnę syzbko do łazienki, przebieram się w jeansową, krótką sukienkę, robię wysokiego kucyka i myję zęby. Nadal mam posmak żygowin. Patrzę na zegarek. Zostały mi dwie minuty, więc postanawiam trochę tu posprzątać.
Jak biorę się za moje łóżko rozlega się ciche pukanie do drzwi. Gdy otwieram, Harry podchodzi do mnie i mnie obejmuje.
- Meg, przepraszam, prosze wybacz mi. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Zaufałaś mi, a ja próbowałem Cię namówić do złego. Proszę, wybacz. - Stoję jak wryta w uścisku chłopaka. Nie wiem co powiedzieć.
- Zayn Ci powiedział ? - pytam po chwili i puszcza mnie.
- Co ? Co miał mi powiedzieć ?
- Nic, zapomnij. Co tu robisz ?
- Chciałem przeprosić i zapytać, o to co powiedziałaś. - patrzę mu prosto w jego zielone tęczówki.
- Ja ... ja nie mogę. Przepraszam. - mówię prawie płacząc.
- Jak będziesz gotowa, to mi powiesz, dobrze ? - w ramach odpowiedzi potakuję głową. Nie chcę, aby on się o tm dowiedział. Co sobie o mnie wtedy pomyśli ?
- Masz ochotę na małą przejażdżkę do nas ? - pyta łagodnym głosem. - Tak się składa, że twoja przyjaciółka chyba jest u nas w domu.
- Co ? Jakim cudem ?
- Niall wpadł dzisiaj na jakąś dziewczynę wychodząc z Nandos, mówił nam, że nazywa się Alice.
- Wysoka brunetka ? - pytam, a Harry potakuje.
- To co ? Jedziemy ?
- OK. - zamykam pokój, a Harry bierze mnie na ręce i znosi po schodach. Całą drogę jedziemy milcząc. Nadal myślę o tym, czy mu nie powiedzieć.
 

 
Wiedizałam, że to się tak skończy. Now sumie racja, skoro wiedziałam to po co się zgodziłam ? W tym problem, że nie mam pojęcia.

- Meg, napij się !
- Dajesz, nie zaszkodzi Ci.
Chłopacy zachęcają mnie i wciskają puszki piwa. To już jest niedowytrzymania. Próbuję się wymknąć, ale Zayn staje mi na drodze.

 - Zayn naprawdę nie mogę. Muszę już iść.

 - Ooo nie ! Po tym jak uciekłaś wczoraj rano zostaniesz tu trochę ! 

- Dalej Meg, napij się ! - zachęca mnie nawet Harry.
Nie spodziewałam się tego po nim. Widzę, że wszyscy są już dobrze nawaleni. Siadam koło nich sztywno i czekam, aż mnie wypuszczą. Czuję jak moje oczy robią się szkliste. Mam straszną ochotę się napić. Nie, nie mogę znowu dopuścić do takego stanu jak było przed tem. Po godzinie imprezowania nadal nie daja mi spokoju. 

- MOGLIBYŚCIE PRZESTAĆ ?! NIE MOGĘ PIĆ, NIE MOŻECIE TEGO IDIOCI ZROZUMIEĆ ?! - wydzieram się na nich. Oczy mam pełne łez. Kuleję do drzwi i zamykam je z trzaskiem. Nie wiem co mnie napadło. Nie chciałam tego. Ból w skręconej kostce daje mi znać, że nie dojdę daleko. Siadam na ławce pod ulubioną restauracją Niall’a i wybierając numer do Alice ocieram łzy z policzków. Nie odbiera więc zostawiam jej wiadomość na poczcie.
- Możesz po mnie przyjechać. Proszę. nie mam już siły iść. Jeśli odsłuchasz tą wiadomość będę czekała na Ciebie koło Nandos. Proszę.
Nie muszę długo czekać. Po dwudziestu minutach zatrzymuje się przede mną taksówka, a z niej wybiega przyjaciółka. 
 - Meg, nic Ci nie jest ? Gdzie byłaś ?
- Wyjaśnię Ci w pokoju. Możemy jechać do domu ?
- Jasne, chodź. - wsiadamy do taksówki i odjeżdżamy.

 • • •
Znowu spędziłam dwadzieścia minut na wyjaśnianiu wszystkiego Alice, ale cieszę się z tego. Mam taka potrzebę przeproszenia chłopaków, ale nawet nie mam do nich numeru. Po dłuższej chwili postanawiam iść pod słynne drzewo.
W parku nie ma prawie żadnej osoby. Siadam i wyjmuję słuchawki. Wybieram ‘More Than This’ i zaczynam rozmyślac o chłopakach, Danielu, przeprowadzce i o całym moim pojebanym życiu. Znowu łzy napływaja mi do oczu. Nigdy wcześniej tak dużo nie płakałam. Zaraz, ja prawie w ogóle nie płakałam.
- Co się z tobą dzieje ? - pytam sama siebie.
- Nie mam pojęcia - odpowiada głos Zayna. Spogladam w górę, a on tam stoi.
- Słuchaj ... ja przepraszam za mój wybuch u was , po prostu ...
- Spokojnie. Chodź, usiądziemy i jak chcesz to wszystko mi opowiesz.

- Dobra, ale proszę Cię nie mów nikomu. Mam nadzieję, że mogę Ci zaufać.
- Przyżekam na wszystkie lustra świata. - uśmiecha się do mnie
- Dobra, więc tak jak mówiłam Harry’emu ... - opowiadam mu całą historię. Jemu na razie też nie wspominam o moim nałogu. Gdy kończę, Zayn wpatruje się we mnie.
- Słuchaj... nie wiem co powiedzieć - mówi czuło. Przytula mnie, a ja znowu zaczynam płakać. Super !
- Ale to nie wszystko. To, o czym zaraz Ci powiem wie tylko moja współlokatorka i kuzyn z Eastborne. Nie wygadasz się ? - pytam podnosząc głowę.
- Obiecuję.
- Rok temu... zaczęłam mocno pić. Nie miałam przyjaciół, chłopak mnie bił, żaycie mi się nie układało. Byłam tak głupia, że zamiast z kimś pogadać sięgałam po wódkę lub piwo i piłam. Praktyczniecały czas byłam nietrzeźwa.W końcu zareagował mój kuzyn. Kazał mi ukrycie przed rodzicami chodzić na odwyki. Poskutkowało, ale teraz jak patrzę na alkohol jest mi tak trudno. Przypominam sobie dawną siebię, przypominam jak się wtedy czułam i czasami mam myśli, że jednak mogłoby mi to pomóc. Proszę, nie myśl o mnie źle.

 - Wiem, jak to jest być uzależnionym od czegoś. Podziwiam Ciebie za to, że dałaś radę. Ja palę i jest mi z tyb bardzo źle. Nie mam tyle siły, zeby to rzucić. - patrzę na niego i wycieram swoje łzy.

 - Dziękuję, to bardzo miłe.
- Nie dziękuj, to ja powinnem za to, że mi się zwierzyłaś, ale chyba powinieniem przeprosić za dzisaj. Zachowałem się jak kompletny idiota.
- Nie twoja wina, nie wiedz...
- Nawet jeśli nie wiedziałem. Przecież to nie moja sprawa czy ktoś chce się napić czy nie. - tym razem to ja go obejmuję.
- Słuchaj , chyba powinnam już wracać do siebie, bo przyjaciółka zacznie się o mnie martwić, a obiecałam jej babski wieczór ...
- Mogę Cię odwieźdź ?
- Jeśli chcesz, to pewnie. - uśmiecham się. Razem z Zaynem wstajemy z wilgotnej trawy i idziemy do jego samochodu.
 

 
Zbiegam na dół wołając Harry’ego. Nigdzie go nie ma.
- Gdzie jest Harry ?

- Na zakupach. Co się stało ? - pyta przerażony Lou.

- Nie wiem. Zadzwoniłam do mojej współlokatorki i ona odebrała, ale nie odezwała się ... słyszałam jak płacze. Mógłbyś mnie tam szybko zawieść. Proszę. - głupio mi go tak prosić, bo tak naprawdę dobrze się z nim nie znam. Czuję jak pozostali wpatrują się we mnie.

- Chodź, jedziemy.

 W samochodzie panuje cisza. Błagam, aby Alice nic nie było. 
 - Jaki adres ? -pyta chłopak, a ja wręczam mu pogniecioną wizytówkę. Gdy dojeżdżamy do celu z trudem wysiadam z samochodu i dziękuję Louisowi za podwiezienie.

- Jak ty chcesz wejść po schodach ? - pyta.

- Yyy.. o tym nie pomyślałam... - dostrzegam mały uśmiech na jego twarzy. Bierze mnie na ręcę i jak najszybciej potrafi zabiera mnie pod pokój.

 - Słuchaj, dziękuje wam wszystkim za to co dla mnie zrobilićie. Miło było was znać. - uśmiecham się do niego i gdy mam nacisnąć klamkę, odzywa się Lou.

 - Jak to znać ? Nie wywiniesz się od nas tak łatwo. Teraz wiem, gdzie mieszkasz - uśmiecha się i zanim zdążysz odpowiedzieć on już znika.
Nie przejmuję się tym na razie, muszę zająć się Alice.
 Wchodzę do pokoju. Na łóżku siedzi zapłakana przyjaciółka. Bez słowa podchodzę do niej. Gdy unosi głowę i ptrzy na mnie jeszcze bardziej zaczyna płakać. Natychmiast ją przytulam.
- Ciiii.. spokojnie - szepczę jej do ucha. - Alice, już w porządku. Co się stało ?
- Ja... ja przepraszam Meg, stchórzyłam. Bałam się. - strumienie łez spływają po jej pieknej twarzy. Podaję jej paczkę chusteczek. - Ja ... słyszałam twoją wczorajszą rozmowę z tatą. Tak się wystraszyłam, nie wiedziałam co robić. Nie odbierałam telefonów, spałam u cioci. Przepraszam, pewnie będziesz chciała się wyprowadzić, ale wiedz, że ja nie chciałam. Naprawdę. - zamurowało mnie, ale zachowuję spokój.

- Już dobrze. Nie gniewam się na Ciebie. Każdemu się może zdarzyć.

 - Ale... przyszłam dzisiaj do pokoju i Ciebie ine było. Pomyślałam, że jestem największą idiotką na świecie zostawiając Cię samą w Londynie. Przepraszam.

- Spokojnie. - próbuję uspokoić przyjaciółkę. Nie jeztem na nią zła. Mogło jej się to zdarzyć. Pomyślcie, jaki szok musiała przezyć, gdy wchodzi do pokoju i słyszy, że mój były chłopak chce mnie zabić i dlatego się tu przeprowadziłam.
Uspokajałam ją jeszcze z jakieś 20 min. Opowiedziałam jej całą historię. Od początku do końca. Nawet o alkoholu i o tym, gdzie byłam dzisiaj w nocy. Jak jej to mówiłam, miała taki wyraz twarzy jakby chciała zemdleć z wrażenia.
- A więc, naprawdę nie jestem zła i dziękuję Tobie. Bez Ciebie nie spotkałabym One Direction.

 - Tak, ale przeze mnie siedziałaś zapłakana na ulicy w deszczu. Właśnie miałyśmy jechać do ... - przerywa, gdyż dopiero zauważa mój gips. - Boże, co Ci się stało ? 

- Byłam w szpitalu z Harrym. Założył mi gips na rękę, bo okazało się że miałam dobre przypuszczenia o do źle zrośniętej kości...
- Ale co z nogą ?

- Tak ... bo wiesz, wchodząc do gabinetu potknęłam się i skręciłam kostkę ... - Alice śmieje się przez łzy.
- Czemu wszyscy się z tego śmieja ? Halo , ja cierpię . - mówię chodź po chwili sama zaczynam mieć głupawkę.

• • •
- A więc, spotkałaś One Direction i spałaś w łóżku Harry’ego Stylesa ? Boże dziewczyno zazdroszczę Ci ! - mówi Alice jedząc hamburgera. Siedzimy w parku przy drzewie, gdzie wczoraj znalazł mnie Styles.

 - Tak, ale obawiam się, że jeszcze się z nimi spotkamy. Lou odprowadził mnie po drzwi pokoju i a wizytówkę z adresem, więc ... wiedzą gdzie mieszkamy.

- ŻARTUJESZ SOBIE ?! JEZU, KOCHAM CIĘ DZIEWCZYNO ! - wykrzykuje przyjaciółka.
Cieszę się, że mogłam poprawić jej humor. Siedzimy tak jeszcze z godzinę rozamwiając o tym, kto z nich najbardziej nam się podoba. Teraz, wiem, że będę musiała zeswatać Alice z Niall’em.
 Po powrocie do domu idę wziąć szybki prysznic i kładę się do łóżka. Dosyć wrażeń jak na jeden dzień.
• • •
Rano zadzwoniłam do rodziców. Opowiedziałam im o tym, że poznałam chłopaków i że mam nogę w gipsie. Mama strasznie się przejęła, ale powidziała, że do rozpoczęcia szkoły został mi miesiąc, więc spokojnie wyzdrowieję. Po zakończonej rozmowie, zauważyłam, że Alice gdzieś wychodzi.

 - Idę do sklepu po zakupy. Dzisiaj zrobimy sobie dwuosobową imprezkę ! - informuje mnie po cyzm, wychodzi z pokoju. Uśmiecham się do siebie. Nigdy w życiu nie byłam na żadnej imprezie, a co dopiero na dwuosobowej z przyjaciółką. Wstaję z łóżka i idę się trochę ogarnąć. Na dworze jest raczej ciepło więc ubieram szarą koszulkę na ramiączkach i jeansowe szorty. Maluję oczy, nakładam odrobinę pudru i wychodzę na spacer. Nie wiem czemu, ale coś podpowiada mi, że znowu muszę iść do parku pod to drzewo. Po godzinie rozmyślania i słuchania One Direction, postanawiam wrócić do domu. Jednak gdy wstaję, ktoś podchodzi od tyłu i zakrywa mi oczy.
- Zgadnij kto to. - słyszę znajomy głos. Co on tu robi ? Odwracam się i widzę Harry’ego Stylesa. - Lou mówił mi, że Cę wczoraj odwiózł. Co sie stało ?

 Nie wiem czemu, ale opowiedziałam mu o wszystkim. Nie znałam jeszcze osoby, która tak uważnie by wszystkiego słuchała. Gdy skończyłam opowiadać powiedział mi, że dobrze zrobiłam i że jestem naprawdę wspaniała. Zawstydziłam się trochę, chciałam mu coś odpowiedzieć, ale zauważyłam skradających się pozosałych chłopaków. Szli z torbami z TESCO.
- O nie, chyba muszę się ukryć, co ? - pytam Harry’ego i wskazuję na jego kumpli.

 - Powinnaś, ale chyba nie masz jak - mówiąc to patrzy się na moją nogę w gipsie. Bierze mnie na ręcę i uciekamy od goniących nas chłopaków. Niestety, oni są od nas szybsi i już po pięciu minutach dopadają nas.
- Co pani tu robi, hmm ?

 - Nie ładnie tak uciekać. 

- Tak, a props co ty tu robisz ? Wiesz, że nie powinnaś chodzić - mówi Harry.
- Wiem, ale nie mogłam już wytrzymać zamknięta w pokoju. 

- Co powiesz na małą przejażdżkę do nas ? - pyta Zayn.

- Obawiam się, że nie mogę chłopaki, muszę wracać do siebie. 
 - O nie, nigdy. Nie odpuścimy Ci tego, że tak szybko wczoraj poszłaś.- patrzę błagalnym wzrokiem w stronę Styles’a, ale on chyba jest po ich stronie.
- Dobra, ale sama chyba nie dam rady dojść.

 Niall bierze mnie na ręce i zanosi do samochodu. Mam nadzieję, że nie chcą urządzić jakiejś dzikiej imprezy. O nie, impreza równa się alkohol, a to nie dla mnie.
  • awatar Meg♥: Dziękuję, już poprawiłam :3 Za komentarze po raz kolejny dziękuję bo są megazajekurdebiste <333 Ty też świetnie piszesz nie ma co :33 <3
  • awatar Believe in dreams ♥: Nie wiem czy dobrze widzę , ale chyba nie dodałaś 6 rozdziału . Po za tym to oczywiście będę czytać twoje opowiadanie dalej . Nie chce mi się juz pisać pod każdym rozdziałem komentarza bo zostawiłam już go na twoim poprzednim blogu . Świetnie piszesz .: 3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- To wszystko przez mojego ... - nie mogę nic powiedzieć. Słowa ‘ byłego chłopaka ’ nie wychodzą mi z ust.

- Byłego cłopaka ? - zapytał niepewnie Harry. 

- Tak - przełykam łzy. - Chodziłam z nim jakiś rok. Na poczatku układało nam się cudownie ... - Opowiadam Harry’emu całą histroię. Nie mogę na niego spojrzeć. Nie wiem czemu. Boję się jego reakcji. Kiedy dochodzę z częścią o moim nałogu ... nie wiem czemu, ale nie wspominam mu o tym - no i ... zadzwonił dzisiaj do mnie tata. Powiedziął mi, że to Daniel prowadził ten autobus. On chce się na mnie zemścić. Nie wiem co robić. Moja współlokatorka nie odbiera telefonu, nie mam przy sobie żadnej kasy i nawet nie wiem jak dojść do internatu na pieszo.
Strumienie łez spływają mi po twarzy. Nie mogę już wytrzymać tego napięcia. Podnoszę głowę i spoglądam mu prosto w oczy. Widzę, że są pełne współczucia i czułości. Nagle robi coś czego się nie spodziewam. Przysuwa się do mnie i mocno mnie przytula. Odwzajemniam uścisk. Nie wiem czemu, po prostu czuję, że jest mi to potrzebne. Znowy wybucham płaczem.

- Czemu jesteś dla mnie taki miły ? - pytam odsuwając się od niego.

- A czemu miałbym nie być ? Sam nie wiem jak mam Cię pocieszyć. Chodź tyle mogę dla Ciebie zrobić.
Nie mogę w to uwierzyć. Poznałam sławną sobę, siedzę u niej w domu i płaczę jak bóbr. Właśnie tak to sobie wyobrażałam, myślę z ironią.

- Jest Ci zimno ? - pyta

- Trochę. - Harrry podaje mi koc.
 - Poczekaj, zaraz zrobię nam herbatę, a ty w tym czasie się połóż.

- A gdzie ty będziesz spał ?

 - Nie martw się o mnie, prześpię się u Lou. - uśmiecha się i wychodzi z pokoju. 

• • •

- Wiesz, że nie wolno nam spać z fankami!

 - Chłopaki, ja z nią znie spałem, przysięgam ! Ile razy mam wam to powtarzać ?

- Dopóki nie uwierzymy.

- Ciszej, bo się jeszcze obudzi. - kiedy Harry wypowiada te słowa otwieram drzwi, a piątka chłopaków stoi ze zdziwioną miną i wpatruje się we mnie.

 - Hej, jestem Meg. Harry, możemy pogadać ?

 - Jasne. - bierze mnie za rękę i prowadzi do kuchni. - Tu chyba jesteśmy bezpieczni. O czym chchiałaś pogadać ?

 - Ja ... w sumie to chciałam tylko podziękować za nocleg i uprzejmość, ale będę się już chyba zbierać.

- Oddzwoniła już do Ciebie koleżanka ?
- Nie, ale muszę jechać do szpitala ...
- Coś Cię boli, powiedz. Zadzwonić po lekarza ? - przerywa mi Harry.

- Nie dziękuję, po prostu sądzę, że po wypadku kość nie zrosła mi się za dobrze bo boli mnie tak cholernie, że już nie mogę ruszać ręką. 

- Chodź, zawiozę Cię.
- Nie trzeba, naprawdę. Pojadę autobusem.

 - Nie przesadzaj. Założę się, że nawet ine wiesz gdzie to jest ? - odpowiadam mu nieśmiałym uśmiechem
- Twoje ubrania już wyschły, zostawiłem je u mnie w łazience. 
 - Dziękuję. - uśmiecham się i idę się ubrać.

 Po drodze dosaję zawału. Czwórka chłopaków wyskakuje zza rogu i zaczyna mnie łaskotać. 

- Ej, przestańcie ! Prooooszę ! - zwijam się na podłodze ze śmiechu.

- O nie, nikt nie będzie chodził po naszym domu taki smutny. - mówi Lou i podaje mi rękę, żebym wstała. Po czym Zayn bierze mnie na ręce, wybiega do ogrosu i wrzuca do basenu. Na ich nieszczęście świetnie pływam i bardzo długo mogę wytrzymać pod wodą. Trzymam ich w napięciu. Mijają dwie minuty i widzę jak wszyscy wskakują do basenu, żeby zobaczyć czy żyję. Kiedy widzą mnie uśmiechniętą na dnie basenu, zaciągają na powierzchnię. 

- Ty jesteś syreną ! - krzyczy przerażony Niall. Zaczynam się głośno śmiać. Zostawiam chłopaków nad basenem i idę się przebrać. Harry jest w kuchni i przygotowywuje śniadanie.

 - Czemu jesteś taka mokra ? - zaczyna się śmiać.

 - Wrzucili mnie do wody. - gdy to mówię, zauważam jak biegną do mnie aby znów mnie połaskotać. - Proszę Harry, weź ich !! 
 Biegnę na górę i zamykam się w łazience. Szukam moich wychnietych ubrań i przebieram się w nie. Po dziesięciu mintach schodzę na dół.
- Harry ? - wołam. Nikogo nie widzę.

 - Jesteś gotowa ? Już jedziemy, poczekaj sekundkę ! - woła z góry. 

Po chwili schodzi i ruszamy w kierunku jego samochodu. Otwiera mi drzwi i pomaga wsiąść, po czym sam siada za kierownicą.

 - Czyli poznałaś już chłopaków ? - swoim pytaniem Harry przerywa ciszę w samochodzie.

- Taaak ... Zostałam przez nich zaatakowana, ale tak, poznałam - szczerzę do niego zęby.

 - Cieszę się, że masz dobry humor. - mówi zatroskanym głosem.

 - Właśnie, bardzo Cię przepraszam, za wczoraj. Po prostu nie wiedziałam co robić. Byłam sama w Londynie, nie wiedziałam jak dojść do internatu, a moja koleżanka nie odbiera telefonu ... a do tego jeszcze ta rozmowa z tatą ...

- Nie musisz przepraszać, naprawdę. No, dojechaliśmy.

Harry otwiera mi drzwi i towarzyszy mi przez cały czas czekając na poczekalni. Gdy wychodzę z gabnetu jego wzrok pada na biały gips na mojej ręce, ale nie tylko. Mam go też na nodze.

 - Poczekaj, noga też ?

 - No ... kiedy weszłam do gabinetu potknęłam się i ... skręciłam kostkę.

- Proszę się nią opiekować, nie powinna się przemęczać i chodzić przez jakiś tydzień. - mówi lekarz sądząc, że Harry jest moim opiekunem. Zanim zdążam odpowiedziedzieć Harry zapewnia, że się mną zajmie. Bierze mnie na ręce i prowadzi do samochodu.
- Wiesz, że teraz już Cię nie puszczę ?

 - A jeśli ktoś po mnie przyjedzie ?

 - No chyba, że, ale będziesz musiała przysiądz, że się jeszcze spotkamy. - dziwi mnie to bardzo. Po co Harry Styles miałby chcieć się ze mną spotkać ? Szukam telefonu w swojej torbie.

- Ups, zostawiłam u Ciebie telefon ... 

- No to jedziemy !

 Przez całą drogę odpowiadałam chłopakowi o mojej rodzinie, a on mi o swojej. Dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Gdy weszlismy do domu chłopacy siedzieli w salonie i pili piwo. 

- Witajcie z ... COŚ TY SOBIE ZROBIŁA ?! - krzyczy Liam.

- A ... nic takiego ... po prostu, potknęłam się u lekarza i skręciłam kostkę... - gdy spoglądam na chłopaków widzę jak duszą w sobie śmiech.

 - A co z ręką ? - pyta Zayn. Nie odpowiadam mu.
- To długa historia, i Meg nie chce o tym teraz rozmawiać. Idź po telefon i zadzwoń do koleżanki.

Nie odzywam się, ale idę na górę. Oczy znowu robią mi się szkliste. Znajduję telefon i wybieram numer do Alice.
- Alice , gzieś ty była dziewczyno ?! - mówię, gdy ktoś odbiera telefon. Nikt mi nie odpowiada, słyszę tylko cichy szloch przyjaciólki.

 

 
Nie wiem co mam robić. Jest już późno, miliony gwiazd oświetlają mi drogę. Krążę po mieście już od dwóch godzin. Nie mam pieniędzy na bilet, nie wiem jak dojść do internatu, a Alice nadal nie odbiera telefonu. Grzmot.

 - Super ! Niech jeszcze do cholery zacznie padać ! - krzyczę do siebie.

Jestem tak smutna, że mam ochotę położyć się na środku ulicy i już nigdy się nie obudzić. Cały czas myślę o moim spotkaniu z Harrym. Przecież to nie może być prawda. No zastanówcie się. Siedzisz sobie w parku, a tu nagle podchodzi do Ciebie twój idol i mówi, że możesz się mu zwierzyć. Dobra, nie widzę jeszcze spadających z nieba marchewek, ale z pewnością zwariowałam.
 - Przepraszam, wie pani może jak dojść ... - zaczepiam idącą w moim kierunku kobietę, ale ona nawet się nie zatrzymuje. Czuję na sobie ciężkie krople deszczu. Ubranie przemaka i przykleja mi się do ciała. Już nie mogę wytrzymać. Siadam na krawężniku i zaczynam płakać. Nawet nie wiecie, jak jestem zdziwiona gdy zatrzymje się przede mną duży, czarny samochód, a z niego wysiada nie kto inny, jak Harry Styles. Super, tego mi brakowało. Bez pytania podnosi mnie z krawężnika i bierze na ręcę. Dopiero teraz dostrzega, że nadal płaczę.

 - Ej, nie płacz. Wszystko się ułoży, zobaczysz - mówi spokojnym tonem ocierając mi łzy, ale ja na te słowa nie mogę się uspokoić. Zaczynam jeszcze bardziej płakać. Wtulam się w jego szarą marynarkę, która jest tak samo przemoczona jak moja i pozwalam mu się zanieść do samochodu. Kładzie mnie na tylnym siedzeniu, a sam siada za kierownicą.

- Pozwolisz, że zabiorę Cię do siebie ? - pyta. Potakuję głową. Jestem tak przemarznięta i przemoczona, że marzę tylko o jakimś schronieniu. Po piętnastu minutach jazdy Harry zatrzymuje się przed jakimś domem. Nawet nie mam siły spojrzeć, jak on wygląda. Bierze mnie na ręce i stawia dopiero przed drzwiamy ,żeby je otworzyć.

- Czekaj, może nie powinnam ... - mówię przez łzy.

- Spokojnie, chłopaków jeszcze nie ma. Dom jest pusty. 

Styles otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka. Zanim wchodzę, zdejmuję przemoczone baleriny i wylewam z nich wodę. 

- Ładny dom. - mówię

- Dziękuję, ale nie to jest teraz najważniejsze. Usiądź na kanapie, zaraz przyniosę Ci jakieś suche ubrania i musimy pogadać - mówi po czym zostawia mnie samą w pokoju i szybko wbiega na górę.

To chyba sen, myślę. Jestem w domu chłopaków z One Direction. Co ja tu robię ? Przecież jestem nikim. Nie powinno mnie tu być. Słyszyę jak Harry zbiega po schodach. Po chwili daje mi jakąś koszulkę i szorty i wskazuje drogę do łazienki.

 - Dziękuję - mówię.

 - Nie ma za co. Idź się przebrać. Ja chyba też muszę. - uśmiecha się do mnie po czym ściąga z siebie mokrą marynarkę.

Wchodzę do łazienki. Jest ogromna. Zdejmuję z siebie rzeczy i nakładam te, które wręczył mi chłopak. Jest to biały T-shirt w niebieskie paski. Pewnie nalezy do Lou ... Jest na mnie tak za duży, że nawet nie muszę wkładać spodni. Opłukuję twarz i wychodzę do pokoju. Harry już tam jest. Ubrany w zwykłą granatową koszulkę i szare dresy. Wygląda pześlicznie. Gdy podnosi głowę i widzi jaka jestem mała w tym ubraniu zaczyna sie śmiać.
 - Przepraszam, że taka duża, ale Lou zostawił ją u mnie na wierzchu i pomyślałam, że będzie najlepsza ...

 - Nie ma sprawy. Dziękuję bardzo, a spodnie chyba nie są potrzebne. Zostawiłam je w łazience ... 

- OK, chodź. Pójdziemy do mojego pokoju.

 Czuję się trochę nieswojo, ale podążam na górę. Gdy otwiera drzwi ukazuje się wielki bałagan. Pokój bardzo przypomina mi mój dawny z Eastborne.

- Słuchaj, prepraszam za bałagan, ale chyba wolę być tutaj na wypadekgdyby któs wócił. Rozumiem jeśli nie chcesz tu być. Dla mnie też byłby to szok.

 - Tak, siedzę sobie w parku i nagle widzę Harry’ego Styles’a z One Direction. Przecież to się dzieje codziennie.

 - Cieszę się, że poprawił Ci się już humor. Siadaj, musisz mi coś wyjasnić - natychmiast spuszczam głowę.

 - Słuchaj - podchodzi do mnie i łapie za rękę - naprawdę nic Ci się nie stanie jeśli powiesz. Nie bierz mnie za wścipskiego, czy coś, ale potym jak spotykam Cię śpiącą w parku, a później zapłakaną na środku najniebezpieczniejszej dzielnicy w Londynie chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia, co ? - nie odpowiadam, ale wiem, że ma rację.

- Dobra, powiedz co robiłaś w parku ? 
 -Naprawde chcesz tego słuchać ? - Harry potakuje głową - No dobra, więc to było tak ...
 

 
Nie mogę w to uwierzyć. Siedzę zapłakana w pokoju. Alice poszła na zakupy, a do mnie zadzwonił przed chwilą tata. Może zanim zacznę wyjaśniać co sie stało, wspomnę jeszcze o jednej rzeczy, o której zapomniałam. A mianowicie ... miałam kiedyś chłopaka. Może nie takiego zwykłego, bo chodziliśmy ze sobą ponad rok. Mieszka w Eastbourne, nazywa się Daniel Nelson. Blondyn, niebieskie oczy, zgrabna sylwetka i jak tu się nie zakochać ? No właśnie. Żałuję, że dopiero po roku zorientowałam się w jakie wpadłam gówno. 

Pomiędzy nami układało się na początku idealnie. Chodizliśmy prawie codziennie na długie spacery po plaży, dzwoniliśmy do siebie jakieś sto razy dziennie, byłam tak szczęśliwa, że nie mogę tego opisac. Potem wszystko zaczęło się psuć. Robił się o mnie zazdrosny, choć nie miałam przyjaciół. Chciał mnie odseparować od innych. Nie pozwalał mi wychodzić z domu. Wiem, pewnie dziwice się dlaczego się na to zgodizłam ? Odpowiedź jest prosta, bałam się go.

Kiedy pierwszy raz mu się sprzeciwiłam nie mógł w to uwierzyć. Walnął mnie, a ja miałam złamany nos. Mimo, że przepraszał to i tak dalej mnie bił. Kiedy raz zobaczył, że przytulam mojego kuzyna tak się wściekł, że zwołał swoich kumpli i pobili go. Zaczęłam pić. Wpadłam w nałóg. Gabe, mój kuzyn nie wiedział już co robić, żeby mi pomóc. Nie mogłam uwierzyć, że tak daleko to zaszło. Musiałam w końcu powiedzieć rodzicom prawdę. Powiedziałam że mój złamany nos, ręka i wiele innych rzeczy to nie była sprawka mojej niezdarności. Zadzwonili po policję. Wsadzili go do poprawczaka, za przemoc. Niestety, tydzień przed moim wypadkiem go wypuścili.

Pewnie już domyślacie się co się stało. Po tym jak już wyszłam z nałogu chodząc pokryjomu na terapie moje życie znowu zaczęło się walić. Tak, to on kierował tym autobusem. Był wściekły na mnie, że musiał siedzieć w poprawczaku przez rok. Ukradł pojazd i mnie potrącił. Teraz już rozmiem rodziców i to dlaczego chcieli, żebym się przeprowadziła. 

- Dlaczego Alice jeszcze nie ma ? - mówię do siebie. Nie mogę już wytrzymać. Muszę komuś o tym powiedzieć. Wyciągam komórkę i dzwonię do niej. Poczta głosowa. Idę jej poszukać, myślę. Wstaję z łóżka zmywam ślady rozmazanego tuszu z twarzy i wychodzę do parku. Może tam ją znajdę.

• • •
Szukałam Alice przez godzinę. Mam już doyć, muszę usiąść. Kieruję się w stronę stawku, przy którym wczoraj siedziałyśmy. Tam też jej nie ma. Siadam pod drzewem, wyjmuję MP4 i puszczam piosenkę. Już mam nacisnąć ‘Play’ przy piosence Birdy, ale nie. Potrzebuję czegoś na rozweselenie. Po namyśle włączam What Makes You Beautifull. Zamykam oczy. Wsłuchuję się w perfekcyjny głos mojego idola, Harry’ego.

• • •
Czuję, że ktoś mną potrząsa. Nie wiem gdzie jestem. Nie pamietam co robiłam. Czuję wilgoć na swojej twarzy. Przypominam sobie, że siedziałam pod drzewem słuchając One Direction i znowu płakałam ... 

- Słyszysz mnie ? Odezwij się - słysze znajomy głos. Osoba, którą dostrzegam wywołuje u mnie krzyk.

 - Jak ... jak to ... ale ... - nie potrafię wymówić zdania. Przede mną klęczy najpiękniejsza osoba na świecie. We własnej osobie Harry Styles.

- Spokojnie. Proszę, tylko nie dzwoń do prasy. Zauważyłem Cię przechodząc obok. Nie ruszałaś się, a jest już dość późno. Co tu robisz sama ? - pyta troskliwym głosem.

- OK nie zadzwonię. Ja ... po prostu siedziałam tu sobie, myślałam i ... najwyraźniej musiałam zasnąć.

- Czemu płakałaś ? Ktoś Cię skrzywdził ?

- Nie zawracaj sobie mną głowy. Naprawdę. - podnoszę się z ziemi i staję na nogi.

 - Czekaj ! Możesz mi powiedzieć. - zapewnia mnie.

- Może i bym chchiała, ale chyba nie jestem na to jeszcze gotowa. Mam tylko jedną prośbę, podpiszesz mi się dla mojej koleżanki ? - głupio mi było o to pytać, ale taka okazja pewnie już nigdy mi się nie przytrafi.

- Tak, jasne ... - bierze ode mnie notes i podpisuje się w środku. - Powiesz mi choziaż jak się nazywasz ?

 - Megan, ale mówię Ci. Lepiej nie zawracaj sobie głowy moimi problemami.

 - Jak będziesz chciała pogadać, to masz mój numer.

- Ale... jak to ?

 - Wpisałem Ci go na twój odtwarzacz. Widzę, że lubisz nasze piosenki- uśmiecha się. Nie wiem co odpowiedzieć. Nie mam pojęcia co robic. Uśmiecham się, wycieram ślady po tuszu i odchodzę. Tak, wiem, zachowałam się jak kompletna idiotka.
 

 
- Meg, jak Ci się podoba ? Z kim masz pokój ?

- Cześć mamo. Tu jest super ! Nie uwierzysz, ale jestem w pokoju z tą dziewczyną, którą poznałam dzisiaj w galerii

- No zobacz jaki zbieg okolicznośći. Dogadujecie się ?

 - Tak, ona jest super.

 - To dobrze, słuchaj muszę kończyć, bo obiad mi się przypala. Co do tego autobusu ... Tata jutro zadzwoni i wszystko Ci powie ...

- Dobrze, do usłyszenia. 

- Naprawde myślisz, że jestem super ? - słysze cichy głos Alice z łazienki 

- O, słyszałaś... No jasne, a co, nie wiedziałaś ? - uśmiecham się

- Wiesz... nigdy mi nikt tego nie powiedział... Miło mi - odwzajemnia uśmiech.
- Powiem Ci, że ty też jesteś super .

- Awww ! - wyciągam do niej ręce w geście przytulenia. Nie wacha się ani chwili. Stoimi przytulone do siebie jakieś 5 min. po czym odrywam się od niej.

- Coż... jesteś dzisiaj wolna ? Może pokazałabyś mi miasto ? - pytam

 - Jeny, jak mogłam o tym zapomnieć ! Ubieraj się, pokaże Ci moje ulubione miejsce ! 

Po dziesięciu minutach jestesmy już gotowe. Ubrałam na siebie czarne rurki i bardzo luźną, białą koszulkę w cienkie niebieski paski. Alice ubrana jest w jasne jeansy, biały T-shirt i czerwoną baseballówke. 

- Wyglądasz przecudownie - mówimy równo.
Wychodzimy z pokoju i schodzimy na podwórko. Po drodze ściągamy na siebie wzrok chłopaków. 

- Pamiętaj, nigdy nie ufaj chłopakom z internatu. No chyba, że znajdzie się jakiś wyjątek ... - ostrzegła mnie koleżanka.

- Obiecuję, że będę uważać.
 Po dwudziestu minutach drogi wysiadamy z zatłoczonego autobusu. Rozglądam się. Jesteśmy w jakimś parku. Światło przedostaje się przez korony drzew i pada na maleński stawek.

 - Boże, ale tu pieknie - mówię

- Wiem, to moje ulubione miejsce. Zawsze jak było mi smutno to tu przyjeżdżałam żeby pomyśleć.

- Było ? Ne mów mi, że wyjeżdżasz ? - pytam przestraszona

 - Nie, no co ty. Teraz mam Ciebie i będę Cię tu zabierać ze sobą, choćby siłą- uśmiecha się.

- No chyba, że.

 Bardzo dobrze pamiętam takie moje miejsce na opustoszałej plaży w Eastbourne. Mogłam tam siedzieć godzinami, patrzeć się na morze i myśleć. Tak, uwielbiam myśleć. Kiedy miałam piętnaście lat mama stwierdziła, że powinnam zacząć pisać pamietnik. Zrobiłam to. Moje piętnaście pamiętników zabrałam nawet ze sobą. Będą mi przypominać o rodzicach, kuzynie, za którym już cholernie tęsknie i o chwilach spędzonych w samotnośći. Nie koniecznie jest to wesołe, ale nie umiem żyć bez moich wspomnień. Czuję jak oczy robią mi się szkliste.

 - Ej, co się stało ? - pyta Alice - Chcesz pogadać ? 

- Chyba tak ... Ale może najpierw poznajmy się lepiej. Zaczynasz, OK ?

 - Dobry pomysł - odpowiada z entuzjazmem. - A więc, moje nazwisko to Baker. Całe dzieciństwo spędziłam na siedzeniu w tym parku i rozmyślaniu, jakie mam ciężkie życie. Moi rodzice rok temu pojechali na badania do Egiptu. Oboje są archeologami. Nie mam rodzeństwa, ani chłopaka. Uwielbiam One Direction i .... chciałabym kiedyś zostać projektantką - powiedziała na jednym wydechu.

- Wow, uwierz mi, uda Ci się. Dobra, to teraz ja. Megan, ale mów na mnie Megg lub Meggi. Moje nazwisko, Blood. Miesiąc temu miałam wypadek. Jak wychodziłam ze szkoły potrącił mnie autobus i wyrzucił 5 metrów w górę. Nic nie pamiętam z tego wydarzenie. Obudziłam się ze śpiączki tydzień temu, w szpitalu w Londynie i rodzice uznali, że będzie lepiej jak zamieszkam w szkole z internatem. Co do mojej rodziny. Mama pracuje w policjii, a tata jest sędzią. Mam młodszego, nieznośnego brata, który chodzi do drugiej klasy podstawówki i nazywa się Matt. Ja również uwielbiam One Direction, gram na pianinie i gitarze oraz tak pragnę kiedyś odnieść w tym sukces. - spoglądam na koleżankę. Widzę jej zdumiony wyraz twarzy. Nie może wydusić z siebie złowa - Ziemia do Alice - macham jej ręką przed oczami.

- O boże ! Meg to straszne ! A wiesz w ogóle kto prowadził tym autobusem ? Jeśli nie chcesz mówić, OK. Ale chodź się przytulić - zdziwiona, że Alice jest aż tak opiekuńcza podsuwam się do niej i obie się obejmujemy. 

- Nie, nie wiem kto nim kierował. Podobno nie było pasażerów, a kierowcy nic się nie stało. Najgorsze jest to, że znowu zaczyna boleć mnie ręka i nie mogę już wytrzymać. Chyba jutro pojadę do szpitala. Przez ten miesiąc miałam ją w gipsie, bo była złamana w dwóch miejscach.

- Matko, zawiozę Cię. Dobrze, że mi o tym mówisz. 

- Wiesz co ? To takie dziwne ... To znaczy, znamy się zaledwie od dzisiaj, a mam wrażenie że przyjaźnimy się od lat. - wstaję z ławki i spoglądam na niebo, które pokryte jest właśnie milionem gwiazd. - Miałaś racje, jest tu cudownie.

 - Wiem, dlatego właśnie pokazałam Ci o miejsce. Dopiero teraz zrozumiałam słowa mojej mamy. Zawsze powtarzała, że prawdziwa pryjaźń, nie zależy od tego ile zna się daną osobę. Ważniejsze jest zrozumienie i zaufanie. 

Uśmiecham się do siebie. Babcia zawsze powtarzała mi to samo. Robi się zimno, więc proszę Alice, abyśmy już wracały. Po drodze do internatu nie rozmawiamy dużo, ale już wiemy, że to początek długiej, wspaniałej przyjaźni.
C.D.N.

 

 
Fajnie, prawda ? Mama zostawiła mnie samą w taksówce z walizkami bo nie dostała nagłe wezwanie z pracy. Nie szkodzi, poradzę sobie sama. Dojechałam i zarejestrowałam się w recepcjii. Stoję przed moim pokojem. Okey, myślę, nie ważne z kim będziesz mieszkała i tak będzie Ci tu dobrze. Spoglądam na numer pokoju. 111, łatwo zapamietać.

 - Raz kozie śmierć- mówię do siebie i przkręcam gałkę w dzrwiach. 
 Moim oczom ukazuje się najpiękniejszy pokój jaki widziałam. Są tam dwa duże okna, pod którymi stoją dwa łóżka z mnóstwem poduszek. Po lewej jest ogromna szafa i długie biurko. Po prawej stronie, natomiast duże lustro i jakies dzrwi. Najbardziej zaskakuje mnie jednak to, że na bezowych ścianach powieszone jest mnóstwo plakatów jednego zespołu, a konkretnie One Direcion. Tak naprawdę, nikomu nigdy nie mówiłam, że lubię ten zespół. Nawet rodzicom i kuzynowi, gdyż nie wiem dlaczwgo bałam się ich reakcji. wiem, jestem tchórezem, ale cóż. Podchodzę do drzwi, ale zanim zdążam położyć rękę na klamce ktoś je otwiera od drugiej strony. Zza dzrwi wychodzi dziewczyna, która przed chwilą poznałam, Alice. 
 - Hej, witaj w nowej szkole. Od dziś będziemy razem mieszk.... - przerywa. Widocznie mnie rozpoznała
- Megan ? Co tu robisz ? To ty będziesz ze mną mieszkać ? 

- Yyy.. cześć, chyba tak. - uśmiecham się nie pewnie i czekam na jej reakcje.

- BOŻE TO CUDOWNIE ! Bo wiesz ... ja nigdy nie miałam koleżanek. Zawsze bawiłam się samotnie i ... fajnie mieć kogoś w pokoju - uśmiecha się radośnie
- Naprawdę ? Bo wiesz, jesteś strasznie miła i w ogóle, ale przyznam, że ja też nigdy nikkogo nie miałam. Jedyną ‘koleżanką’ był mój o rok starszy kuzyn - obie wybuchamy śmiechem.

- Mam nadzieję, że nie przeszkadzają Ci te plakaty na ścianach... 

- Nie , no co ty ! Sama uwielibam tych chłopaków, chociaż nigdy się do ego nie przyznawałam ...

- Czuję się, że będziemy się świetnie dogadywać !
C.D.N.
 

 
Dobra, czasem życie przynosi różne zdarzenia, ale bez przesaday. Jeden mały wypadek przed szkołą, a moi rodzice już się wyprowadzili. Stwierdzili, że ktoś chciał mie zabić i że nie był to wcale przypadek. aha, gratuluję takiego myślenia. No, ale cóż. Okazało się, że szpital, w którym leżę, znajduje się w Londynie. 

- I my tu będziemy mieszkać ? - pytam i nie mogę w to uwierzyć. 

- Tak, to znaczy ... Ty będziesz, ale ... 

- CO ?! JAK TO ?! - nie pozwalam tacie dokończyć zdania.
 - Będziesz mieszkała w internacie. My z tatą mamy pracę i nie ożemy z niej zrezygnować, a Matt jest dopiero w 2 klasie podstawówki...

- Czekaj, czekaj. Będę mieszkała w szkole z internatem ?! Z jakąś dziewczyną w pokoju ?! 

- Tak , wiem, że po tym wszystkim ...

- AAA !!! DZIĘKUJĘ WAM ! JESTEŚCIE CUDOWNI ! 

Nie wiem czy wiecie jak to jest być mną. Mam dziewiętnaście lat, a nigdy nie miałam żadnej przyjaciółki. Czas zawsze spedzałam z moim rok starszym kuzynem, Joshem, ale zawsze pragnęłam o kolezance, której mogłabym się wyżalić. Rodzice i kuzyn zawsze mi powtarzali, że jestem śliczna. Blond włosy, szare oczy i jasna karnacja, ale jakoś nigdy nie mogłam w to uwierzyć. I chociaż przechodząc czasami przez miasto słyczałam za sobą gwizadnie i teksty typu ‘ Ej , mała chcesz się spotkać ’ to zawsze je olewałam. 
 Po długiej rozmowie z rodzicami, dowiedziałam się, że będę chodziła do szkoły trochę na obrzeżach miasta. Ucieszyłam się. Po głowie chodziło mi jeszcze tylko jedno pytanie: Kto kierował tym autobusem ? 

• • •

 Za trzy godziny będę w moim nowym pokoju w internacie. Jestem tak podekscytowana, że nie moge usiedzieć w miejscu. Mama zaciągnęła mnie do sklepu abym kupiła sobie jakie nowe ubrania. Fajnie, tylko siedzimy tu już kilka godzin, a tak naprawdę, to tylko ona wybrała sobie jakieś cztery sukienki.
- Mamo, a może ta ? - pokazuje jej jeansową koszulę. Ne czekajac na jej odpowiedź idę szybko ją przymierzyć. Po drodze wpadam na jakąś dziewczyne. Razem upadamy na podłoge.

- O jejku ! Bardzo Cie przepraszam ! 

- Ja ciebie tez, nic Ci nie jest ? - pytam i podnoszę się z podłogi. Wyciągam do niej rękę.

- Nie, a tobie ? Boże jaka jesteś śliczna ! - mówi patrząc na mnie. 

- Yyy.. dziękuję, jesteś bardzo miła - uśmiecham się.
- Ty tez jesteś bardzo ładna. - mówię. Dziewczyna ma czekoladowe włosy do ramion splecione w warkocza. Ubrana jest w beżową, zwiewna sukienkę i czarne trampki. Jej zielone oczy są cały czas rozbiegane. 

- Taa, jasne - mówi z iroiną. - Mniejsza z tym nazywam się Alice.
- Cześć, jestem Megan. Właśnie się wprowadziłam do Londynu ...

- To super ! Słuchaj , przepraszam CIę bardzo, ale muszę lecieć, bo za chwilę wprowadza się do mojego pokoju jakaś nowa dziewczyna i bardzo chciałabym ją poznać. Jakbyś potrzebowała pomocy lub po prostu chciała sie spotkac, to masz tu mój numer- podaje mi małą karteczkę z jej numerem. Nie mam czasu jej podziękować, bo nie mogę jej znaleźć. Wpisuję numer do komórki, gdy podchodzi do mnie mama. 

- Co to była za dziewczyna ? Znasz ją ? 

- Nie, ale właśnie poznałam. Wpadłam na nią jak szłam przympierzyć koszulę. Ale ... wiem, że ma na imie Alice i mam jej numer telefonu - mówię, nadal nie mogąc uwierzyć, że jakaś dziewczyna była dla mnie tak miła

- Megan ! Kochanie to cudownie ! Wiedziałam, że znajdziesz tu sobie w końcu koleżankę ! 

- Taak , jasne ... 

- Chodź taksówka z twoimi rzeczami już przyjechała. Jedziemy do intenatu. - mówi mama i kierujemy się w stronę wyjścia.

C.D.N.
 

 
- Cicho ! Zamknijcie się ! - słysze głosy. Nie wiem gdzie jestem. Wszystko wydaje mi się niewyraźne. Dostrzegam zarysy postaci. To ... moi rodzice.

- Megan, tak się cieszę ! Jak się czujesz ? - Czuję ciepły uścisk mamy.

- Ale... o co chodzi ? Co się dzieje ? Mamo to ty ? - mój głos jest słaby i zachrypnięty.

- Biedactwo, nic nie pamiętasz - głaszcze mnie po głowie tata - może to i lepiej ....
 - Pocieram oczy. Rozglądam się po sali, w której się znajduje. Leżę na jakimś twardym łóżku. To chyba szpital. Zaraz. CO JA ROBIĘ W SZPITALU ?! Słyszę odgłos otwieranych drzwi. 

- Ej, obudziła się już ? - po głosie słyszę, że to mój młodszy brat, Matt.
- O co tu chodzi ? - mówię z trudem.

- Ale extra ! Pamiętasz jak uderzył Cię ten autobus ?

- MATT ! BĄDŹ CICHO I IDŹ SOBIE JESZCZE PO TE CHIPSY ! - wścieka się tata, po czym wciska mu w rękę pięć dolarów.

 - JAKI AUTOBUS ?! - krzyczę, przynajmniej próbuję bo mój głos brzmi jakbym nie uzywała go od wieków.

- Miałaś wypadek. Jak wychodziłaś ze szkoły potrącił Cię autobus. Cały miesiąc leżałaś w śpiączce.
 

A więc, wychodząc ze szkoły nie zauważyłam autobusu jadącego prosto na mnie, spadł mi telefon na środku ulicy, a gdy schylałam się po niego pojazd mnie odrzucił na 5 metrów w górę. Nie mogę uwierzyć w te słowa. Nawet nie wiem kto jechał tym autobusem. Rodzice i Gabe już wyszli, a ja siedzę sama w wielkej sali, cała w gipsie. Rodzice przywieźli mi MP4 więc chociaż włączam sobie muzykę. Mój ulubiony zespół, One Direction zawsze powoduje uśmiech na mojej twarzy. Słuchając ‘Moments’ wyglądam przez okno. Zaraz, coś tu nie gra. Gdzie wybrzeże ? Szpital w Eastbourne ma wszystki okna skierowane na wybreże. Szukam telefonu i wybieram numer do mamy. 

- W jakim my mieście jesteśmy ?! 

- Kochanie ... poromawiamy o tym jutro, dobrze ? A teraz śpij. - zanim zdążam coś powiedzieć, mama ozłącza się. Świetnie, myślę. Ciekawe co jeszcze mi się przytrafi. 
 Nie mogąc już myśleć, wsłuchuję się w solówę Lou i zapdam w sen.

C.D.N